Początek 2026 r. zapisze się w historii jako moment, w którym dotychczasowa architektura bezpieczeństwa rozpada się na naszych oczach. Sytuacja rosyjskiego sektora naftowego stała się poligonem walki o przetrwanie budżetowe Kremla. Stany Zjednoczone, zamiast pełnić rolę gwaranta stabilności, stają się bezwzględnym zarządcą zasobów.
Czytaj więcej
Rosja blokuje wymiany jeńców, Ukraina nie zgadza się na utratę terytoriów, a najbliższe trzy mies...
Ukraińskie drony trafiły w „krwiobieg” Putina
Sytuacja rosyjskiego sektora naftowego po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę stała się poligonem walki o przetrwanie budżetowe Kremla, w którym tradycyjni odbiorcy europejscy zostali zastąpieni przez rynek azjatycki. Choć Indie i Chiny stały się swoistym „kołem ratunkowym” dla rosyjskich surowców, nie jest to dla Moskwy partnerstwo idealne. Kluczowym problemem pozostaje tzw. dyferencjał, czyli drastyczna różnica w cenie między rosyjską ropą Urals a światowym benchmarkiem Brent, która pod wpływem sankcji wzrosła z kilku do nawet 35 dol. na baryłce. Oznacza to, że Rosja, mimo utrzymywania wysokich wolumenów sprzedaży, zarabia znacznie mniej niż przed wojną, co bezpośrednio drenuje jej fundusze rezerwowe.
Dodatkową presję wywierają ukraińskie ataki dronowe na rafinerie i infrastrukturę przesyłową. Choć giganty rafineryjne posiadają systemy redundancji pozwalające na kontynuację pracy mimo uszkodzeń, realnym wyzwaniem staje się brak zachodnich części zamiennych i technologii głębokiego przerobu ropy, co wymusza na Rosjanach okresowe wprowadzanie zakazów eksportu benzyny oraz obniżanie standardów jakościowych paliw na rynek wewnętrzny.
Czytaj więcej
„Czy uważa Pani/Pan dzisiejsze USA za wiarygodnego sojusznika Polski?” - takie pytanie zadaliśmy...