Dalajlama uważa, że w Europie jest za dużo uchodźców, powinny być ograniczenia w ich przyjmowaniu.
- Europa, na przykład Niemcy, nie może się stać arabskim krajem. Niemcy to Niemcy - powiedział dziennikowi "Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Problemy z uchodźcami są nie tylko praktyczne (bo jest ich tak wielu), ale i moralne - uważa przywódca Tybetańczyków.
Z moralnego punktu widzenia "uchodźcy powinni być przyjmowani tylko czasowo. Bo celem powinno być, aby wrócili do siebie i wzięli udział w odbudowie swoich krajów".
Na te zaskakujące słowa zwróciły uwagę zachodnie portale. Dalajlama wcześniej wspomina jednak, że na tym, komu się lepiej powodzi, spoczywa obowiązek pomocy cierpiącym uchodźcom (wymiena "szczególnie kobiety i dzieci", na których obliczach czuć cierpienie),
Niektórzy niechęć Dalajlamy wobec arabizacji czy islamizacji Europy wywołanej napływem imigrantów tłumaczą konfliktami między buddystami a muzułmanami w Azji. Wyznawcy islamu są prześladowani w krajach, gdzie większość stanowią buddyści - na Sri Lance i w Birmie.
Dalajlama stanął w ich obronie dwa lata temu. Powiedział, że mordowanie muzułmanów jest nie do zaakceptowania. "Jeżeli Budda by tam był, ochroniłby ich przed atakami buddystów. On głosił miłość i współczucie".
Religia, której głową jest Dalajlama, jest jedną z odmian buddyzmu. To buddyzm tybetański. Ma kilkanaście milionów wyznawców, głównie Tybetańczyków i Mongołów, a także trochę gwiazd Hollywood - jak Richard Gere, Uma Thurman, John Cleese, Sharon Stone, która po spotkaniu z Dalajlamą porzuciła scjentystów, czy - jak się plotkuje - Jennifer Aniston.