Minister Šar?nas Birutis twierdzi, że niczym bowiem nie straszył, lecz mówił o konieczności współpracy z Polską.
„Wymieniłem Polskę w kontekście członkostwa obu państw w UE, które powinny troszczyć się o zachowanie i wspieranie wspólnych wartości kulturowych, nie poddając się zakusom zawłaszczenia ze strony kultury, bądź produkcji kulturowych innych krajów, nie będących członkami UE" - napisał w liście, który cytuje portal zw.lt.
„Kraje nie będące członkami UE" - to zapewne przede wszystkim Rosja, która tryumfalnie powróciła na Litwę ze swoimi programami telewizyjnymi i artystami estradowymi. Rosji było zresztą poświęcone spotkanie zorganizowane przez najważniejszą siłę opozycji, konserwatystów, dotyczące wojen propagandowych przeciwko Litwie.
Minister Birutis unika jednak wskazywania na Rosję, co jak sądzą komentatorzy litewscy, wynika z tego, że reprezentuje w rządzie Partię Pracy, utworzoną przez Rosjanina Wiktora Uspaskicha, jednego z najbogatszych ludzi na Litwie.
Po pojawieniu się w mediach informacji, że Birutis nawoływał do obrony litewskich wartości przed Polską, krajem należącym do tej samej wspólnoty wartości (UE i NATO), posypały się na niego gromy.
Czołowy publicysta Rimvydas Valatka uznał porównywanie Polski do Rosji za przestępstwo, które trzeba karać.
Teraz Birutis nie chciał portalowi zw.lt ujawnić treści listu do ambasadora Polski w Wilnie, w którym miał zaprzeczyć, że wypowiedział słowa, dzięki którym zasłynął.
- Współpracujemy z Ambasadą RP, Instytutem Adama Mickiewicza, Instytutem Polskim, Ministerstwem Kultury RP, wszystkie problemy staramy się rozwiązywać konstruktywnie, a nie poprzez prasę i publiczne oświadczenia. Dziwi mnie to, że ktoś chce zaostrzać stosunki [litewsko-polskie], a wyjmując z kontekstu wypowiedzi próbuje prowokować do eskalacji konfliktu. Uważam, że nie warto poddawać się tego typu prowokacjom, to do niczego nie prowadzi - powiedział.