Wśród oskarżonych są lekarze, inżynierowie, architekci. Za jednego z głównych organizatorów uważany jest 63-letni Mucella Yapici, sekretarz Izby Architektów Stambułu. Grozi mu nawet 29 lat więzienia. Adwokaci obawiają się, że znane z represyjności sądy tureckie mogą wykorzystać górne granice kar.

Rok temu kilkaset tysięcy Turków, głównie przedstawicieli młodej inteligencji i klasy średniej protestowało przeciwko likwidacji popularnego parku Gezi. W rzeczywistości był to masowy bunt przeciwko coraz bardziej autoryternym rządom premiera Recepa Tayyipa Erdogana i jego partii AKP. Pretekstem stały się niejasne okoliczności przekazanie terenu parku Gezi inwestorom mających dobre kontakty z przedstawicielami władzy i burmistrzem Stambułu.

Protesty trwały wiele tygodni i były bardzo burzliwe. Policja atakowała demonstrantów i ich zaimprowizowane miasteczko namiotowe. Bilans brutalnie spacyfikowanego protestu to 12 zabitych i nawet 6 tysięcy rannych, w tym ponad stu ciężko.

Po zdławieniu wystąpień konsekwencje dotknęły ponad 5 tys. osób, które stanęły przed sadami niższych instancji. Większość została ukarana grzywnami, niektórych studentów relegowano z uczelni. Tym razem sądzeni są główni aktywiści i ogranizatorzy protestów, którym grożą znacznie poważniejsze konsekwencje.

Solidarnośc z sądzonymi ogłosiło wiele organizacji międzynarodowych, w tym Amnesty International. Jej przedstawiciele zarzucili we wtorek tureckim władzom, że ich stanowisko w kwestii prawa obywateli do protestów jest "bardziej represyjne niż kiedykolwiek".

Adwokaci oskarżonych twierdzą, że celem procesu jest zastraszenie społeczeństwa i zniechęcenie przeciwników rządu do wystąpień, nawet tych pokojowych. Aby zademonstrować, że to się nie uda wielu młodych Turków organizowało w ostatnich dniach protesty przeciwko represjom.