Kilka godzin wcześniej tureckie odrzutowce przeprowadziły nalot na pozycje Kurdów w Syrii. Armia wykorzystała również artylerię.
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka poinformowało, że w atakach zginęło co najmniej 11 osób, w tym 8 cywilów.
W rejonie operacji stacjonowali wcześniej amerykańscy żołnierze, ale prezydent Donald Trump w ostatniej chwili rozkazał im się wycofać, otwierając Turkom drogę. Ostro skrytykowany nawet przez republikańskich polityków zdążył jednak jeszcze zmienić zdanie. Zagroził Ankarze sankcjami gospodarczymi w przypadku zaatakowania Kurdów. – Zetrę turecką gospodarkę – zapowiedział.
Czytaj także:
Trump: Wyjazd na Bliski Wschód najgorszą decyzją w historii
Świat komentuje turecką operację w Syrii
Trump nie popiera inwazji Turcji. "To zły pomysł"
Kilka godzin po rozpoczęciu nalotów tureckie ministerstwo obrony poinformowało o rozpoczęciu lądowej ofensywy. Do Turków dołączyły siły syryjskie.
Rzecznik sił kurdyjskich Mustafa Bali poinformował po godzinie 22, że atak naziemny tureckich sił zbrojnych został odparty przez bojowników SDF w Tall Abjad.
Liga Państw Arabskich poinformowała, że ministrowie spraw zagranicznych z całego regiony spotkają się, aby omówić operację przeprowadzoną przez Turcję. Do rozmów ma dojść w sobotę w Kairze. Egipt zwołał nadzwyczajne spotkanie orgganizacji w celu omówienia "rażącej agresji" Turcji wobec Syrii.
Turcja dąży do stworzenia tzw. "bezpiecznej strefy", która zostałaby oczyszczona z kurdyjskich bojowników. Zdaniem Ankary są to terroryści. Stworzenie takiej strefy pozwoliłoby na powrót do kraju uchodźców.