Białoruskie niezależne media podają, że w Mińsku aresztowano już ponad tysiąc osób. To skutek brutalnej pacyfikacji manifestacji, która dzisiaj odbywała się w Mińsku z okazji "Dnia Woli", czyli 99. rocznicy ogłoszenia niepodległości Białoruskiej Republiki Ludowej w 1918 roku.
Zgodnie z zapowiedzią liderów białoruskiej opozycji protest miał rozpocząć się przy Akademii Nauk Białorusi i ruszyć w kierunku Placu Niepodległości. Lecz od samego rana uzbrojeni funkcjonariusze milicji i służb bezpieczeństwa zablokowali prawie całe centrum miasta. Zamknięte zostały wszystkie poboczne ulice, przez które ludzie próbowali przedostać się do miejsca protestu.
Na jakiś czas w centralnych dzielnicach Mińska został zablokowany internet, nie działały też telefony komórkowe.
Funkcjonariusze służ włamali się do siedziby centrum obrony praw człowieka Wiasna, które miało wydelegować niezależnych obserwatorów do centrum Mińska. Nie udało się, gdyż ponad pięćdziesiąt osób przebywających w biurze zatrzymano i uwolniono dopiero po kilku godzinach. Białoruska gazeta Nasza Niwa podaje, że w mińskich komisariatach obecnie może przebywać ponad tysiąc osób.
Lokalne media alarmują, że dotychczas nieznany jest los Mikoły Statkiewicza, który był głównym organizatorem sobotnich protestów. Nawoływał on również do protestów w niedzielę, które mają się odbyć w różnych miastach Białorusi. Od piątku rodzina utraciła z nim kontakt.
Wcześniej aresztowano wszystkich liderów najważniejszych białoruskich ugrupowań opozycyjnych.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni na kilkonastodniowy areszt białoruskie władze skazały ponad 200 osób. Liczba ta ciągle rośnie. W piątek odbyły się areszty osób, które pomagały represjonowanym. "Wiasna" podaje, że wtedy też sąd w Mińsku skazał na 15 dni aresztu obywatelkę Polski Dorotę Nowak.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Detonatorem protestów na Białorusi, które trwają od połowy lutego, był wprowadzony przez władze "podatek od bezrobocia". W odpowiedzi na to rządzący od prawie ćwierćwiecza prezydent Białorusi zamroził realizację ustawy na rok, ale z pomysłu się nie wycofał.