W ramach zaplanowanej akcji do szkoły weszli mężczyźni ubrani w moro. Mieli na twarzach kominiarki, a w rękach broń. Do budynku wrzucono petardy hukowe.

Na czas akcji oddzielono drzwi, za którymi prowadzone są lekcje dla dzieci z najmłodszych klas. Na parterze, gdzie przeprowadzono symulację, pozostali uczniowie klasy IV-VII i licealiści. 

- Dzieci były przerażone. Oczywiście nie wszystkie, to zależy od wrażliwości, ale szkoła jest dla każdego ucznia - powiedziała w rozmowie z TVN24 Barbara Szałaj-Borowiec, dyrektor Miejskiego Zespołu Oświaty i Zdrowia w Barczewie. 

- Mamy informację, że jeden z uczniów, "ratując się", wyskoczył przez okno. Całe szczęście sala była na parterze - dodała.

Rodzice uczniów zgłosili sprawę radnym Urzędu Miasta i Gminy Barczewo. Dyrektorka placówka została odwołana ze stanowiska. Na tym jej sprawa się nie kończy. Burmistrz miasta złożył zawiadomienie do prokuratury. 

"Dyrektor naraziła dzieci i uczniów na niepotrzebny stres, spowodowała zagrożenie zdrowia i życia uczniów oraz zabrała uczniom poczucie bezpieczeństwa" - napisał w uzasadnieniu Andrzej Maciejewski.