Setki protestujących zebrały się we wtorek wieczorem przed siedzibą policji w Paterson w stanie New Jersey, domagając się odpowiedzi na pytania powstałe po śmierci 27-letniego Jameeka Lowery'ego. Kiedy zachowanie tłumu wymknęło się spod kontroli, funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego.
Lowery, który mieszkał w Paterson, zadzwonił na numer 911 około godz. 2.45 w sobotę, twierdząc, że wziął ekstazy i ma paranoję. Dodał też, że jacyś ludzie, w tym policjanci, próbowali go zabić.
Lowery ostatecznie osobiście udał się na posterunek policji i nakręcił chaotyczne wideo ze swojego pobytu, zanim został uspokojony i zabrany do szpitala. Funkcjonariusze zachowywali dystans, gdy Lowery transmitował przez telefon komórkowy swoją wizytę na Facebooku i próbowali go uspokoić.
Kiedy Lowery powiedział im, że jest odwodniony i potrzebuje się napić, oficerowie powiedzieli mu, że nie wolno im go napoić, ale ktoś, kto usłyszał tę wymianę zdań, powiedział, że "szpital ma wodę". Prokuratura z hrabstwa Passaic poinformował, że kiedy Lowery przybył do placówki medycznej, był nieprzytomny. Wkrótce później zmarł.
Władze twierdzą, że Lowery musiał być przytrzymywany podczas przejazdu przez funkcjonariuszy, którzy użyli "siły fizycznej i przestrzegali przepisów", próbując go powstrzymywać.
Przyczyna śmierci nie została jeszcze ustalona. Jednak władze twierdzą, że zapisy szpitalne wskazują, iż mężczyzna nie miał żadnych poważnych urazów. Sam przejazd z posterunku do szpitala trwał od 5 do 12 minut.
Postępowanie w tej sprawie prowadzi biuro prokuratora. Trzech policjantów, zaangażowanych w zdarzenie, zostało wysłanych na tymczasowy urlop.