Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak masowa imigracja stała się receptą na demograficzną zapaść i jednocześnie motorem napędowym hiszpańskiej gospodarki.
- Na jakich fundamentach opiera się obecna koniunktura i jakie czynniki mogą zagrozić jej stabilności w przyszłości.
- Jaki jest bezpośredni związek między gwałtownym wzrostem populacji a kryzysem na rynku mieszkaniowym w hiszpańskich miastach.
- W jaki sposób kwestia migracji wpływa na scenę polityczną i otwiera drogę do władzy ugrupowaniom skrajnie prawicowym.
30 czerwca mija termin, do którego przebywający nielegalnie w Hiszpanii cudzoziemcy mogą złożyć podanie o legalizację swojego statusu. Nabór rozpoczął się 20 kwietnia i już w pierwszym miesiącu przyciągnął blisko 600 tys. chętnych. Ile ich ostatecznie będzie, nie wiadomo. Są tacy, którzy mówią nawet o milionie.
Od przywrócenia demokracji cztery dekady temu Madryt przeprowadzał już siedem takich amnestii. Ostatnią zarządził socjalistyczny premier (w latach 2004–2011) José Luis Zapatero.
Jego śladem poszedł teraz także stojący na czele lewicowej PSOE szef rządu Pedro Sánchez. Obecny ruch jest jednak niepomiernie bardziej odważny. Właściwie cała Europa i szerzej wolny świat stawiają na ograniczenie imigracji, zamknięcie granic. Na fali obaw czy wręcz niechęci do obcych do władzy dobijają się nacjonalistyczne, populistyczne ugrupowania.
Czytaj więcej
Już 40 procent Hiszpanów w wieku 18-34 lat popiera post-frankistowskie ugrupowanie Vox. Czują się oszukani przez partie, które sprawowały władzę od...
Legalizacja pobytu jest bardzo prosta. Dotyczy wszystkich, którzy udowodnią (nawet pokazując miesięczny bilet metra), że przebywali w Hiszpanii przed 1 stycznia tego roku i żyli tu przynajmniej przez pięć miesięcy. Prawo pobytu jest wydawane na rok. Jeśli po jego upływie petent wykaże, że ma legalną pracę, może pozostać w królestwie kolejny rok. Później ma już prawo ubiegać się o obywatelstwo.
Wzrost gospodarczy Hiszpanii jest oparty na niepewnych podstawach
Punkt wyjścia ekipy Sáncheza nie jest trudny do zrozumienia w Polsce. Hiszpanie, jak Polacy, nie chcą mieć dzieci. W obu krajach na kobietę przypada średnio już tylko 1,1 dziecka, dwa razy mniej, niż potrzeba, aby zachować zastępowalność pokoleń.
- Stajemy przed dylematem: albo będziemy sprowadzać imigrantów, albo staniemy się coraz uboższym społeczeństwem – mówi „Rzeczpospolitej” Alberto Madrigal, politolog z Madrytu.
I faktycznie, dzięki masowej imigracji po Polsce Hiszpania jest najszybciej rozwijającą się dużą gospodarką Unii. W tym roku dochód narodowy kraju ma urosnąć o 2,2 proc. – szacuje OECD. I to mimo drożyzny, jaką spowodowała katastrofalna kampania irańska Donalda Trumpa. W tym czasie na skraju recesji balansują Niemcy, Francja czy Włochy.
Jak obliczył „Financial Times”, aż 1/4 wszystkich (11,1 mln) miejsc pracy utworzonych w Unii Europejskiej od 2020 r. powstało właśnie w Hiszpanii. To aż 2,8 mln stanowisk, z których 70 proc. objęli imigranci. Jednocześnie stopa bezrobocia spadła z blisko 26 proc. w 2015 r. do nieco ponad 10 proc. teraz.
Czytaj więcej
Mija właśnie 50 lat od śmierci hiszpańskiego dyktatora. Był zbrodniarzem, ale dla wielu Hiszpanów pozostaje bohaterem. Albo przynajmniej dobrym gos...
Przytłaczająca większość przyjezdnych to Latynosi, na czele z Kolumbijczykami (choć liczba Marokańczyków w ostatnich latach podwoiła się do ok. miliona). Z Hiszpanami łączy ich język, wiara, historia, kultura. To bardzo ułatwia integrację. Bez tego napływu obcej ludności królestwo nie byłoby w stanie utrzymać szybkiego rozwoju sektorów, które stanowią napęd gospodarki: turystyki, gastronomii, hotelarstwa. Tu powstaje wiele słabo płatnych i uciążliwych prac, których nie chcą się podejmować rodzimi obywatele.
Taki układ każe jednak zadać pytanie o trwałość hiszpańskiej koniunktury. Jest ona pochodną z jednej strony unijnych funduszy odbudowy, z drugiej strony odbiciem w masowej turystyce po pandemii. I jedno, i drugie są nie do utrzymania na długą metę choćby z powodu szybkiego ocieplenia klimatu na południu kraju czy wzrostu cen biletów lotniczych z powodu kampanii irańskiej.
Hiszpania ma już o 12 mln więcej mieszkańców niż Polska
W czasie szczytu UE w Nicei w grudniu 2000 r. Polska uzyskała taką samą liczbę głosów w Radzie UE, bo liczba ludności obu krajów była porównywalna. Dziś, jak podaje hiszpański instytut statystyczny INE, w kraju mieszka prawie 50 mln osób, o 12 mln więcej niż nad Wisłą. To jednak powoduje, że wzrost hiszpańskiej gospodarki nie przekłada się na wyższy dochód na mieszkańca. W tym roku Polska pod tym względem przegoniła Hiszpanię – szacuje MFW.
Czytaj więcej
U progu pięćdziesiątej rocznicy śmierci Francisco Franco wspomnienie brutalnej dyktatury dosięga królestwa. I uniemożliwia kompromis między dwoma g...
W 2000 r. ledwie 5 proc. mieszkańców kraju urodziło się za granicą. Dziś jest to już 20 proc. Tak ogromna zmiana w krótkim czasie bardzo przyczyniła się do skokowego wzrostu cen nieruchomości. Brakuje przynajmniej 700 tysięcy mieszkań, przez co na przykład w Madrycie cena wynajmu mieszkań wzrosła o 59 proc. od 2020 r. Trudno się dziwić: w ostatnich latach co roku ludność kraju rośnie średnio o 665 tys. osób netto. Deweloperzy, po części z powodu ograniczeń administracyjnych, nie nadążają za tak dużym wzrostem ludności.
To ma bardzo poważny wpływ na scenę polityczną. Wybory 17 maja w Andaluzji, największej wspólnocie autonomicznej kraju, pokazały, jak blisko zdobycia władzy w Madrycie po raz pierwszy od śmierci w 1975 r. Francisco Franco jest skrajna prawica. Okazało się, że bez wsparcia Vox konserwatywna Partia Ludowa (PP) nie utrzyma władzy. Ta sytuacja już miała miejsce w Aragonie, Kastylii-Leónie, Estremadurze czy Regionie Madrytu. Wybory parlamentarne muszą zostać przeprowadzone najpóźniej w sierpniu przyszłego roku.
Czytaj więcej
20 listopada 1975 zmarł dyktator, który kazał rozstrzelać setki tysięcy swoich rodaków. 50 lat później ugrupowanie skrajnej prawicy Vox, choć nie o...
- Imigranci przemieniają kulturę kraju, niweczą jego skład etniczny – twierdzi wywodząca się z PP przewodnicząca Wspólnoty Madrytu Isabel Díaz Ayuso, której rządy są możliwe tylko dzięki wsparciu lidera Vox Santiago Abascala. To właśnie zapowiedź ograniczenia imigracji jest najważniejszym hasłem, które zapewnia sukces jego ugrupowaniu.
- Każdy, kto przekroczy nielegalnie nasze granice, jest witany z otwartymi rękoma. Taka jest polityka Sáncheza – twierdzi Abascal. Podsyca w ten sposób strach przed brakiem kontroli władz nad tym, kto przyjeżdża do kraju. Vox zbiera średnio 17 proc. głosów wobec 33 proc. dla PP i 28 proc. dla PSOE. Partia Pedro Sáncheza nie ma jednak za bardzo z kim budować koalicję: radykalne, lewicowe ugrupowanie Sumar spadło w sondażach do 6 proc.