Zakonnice znalazły tam dziewczynkę. We wtorek ok. godz. 20. ktoś włożył do okna życia torbę sportową, a w niej było dziecko.
Noworodek był ubrany w koszulkę i owinięty w kocyk. Obok położono też pluszowego misia i kartkę z napisem: "Martynko, u innych ludzi będzie ci lepiej"
Kiedy zakonnice wyjęły dziewczynkę z torby okazało się, że dziecko nie oddycha. Boromeuszki od razu wezwały pogotowie, ale dziecko już nie żyło.
Lekarze stwierdzili, że noworodek był wcześniakiem. Mógł się urodzić w piątym-szóstym miesiącu życia. – Miał małe szanse na przeżycie – powiedział lekarz.
Sprawę już bada wrocławska prokuratura. - Wyjaśniamy wszystkie okoliczności tej sprawy. Nie znamy jeszcze przyczyny zgonu noworodka. Będzie przeprowadzona sekcja zwłok – zapowiada Małgorzata Klaus, rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Okno życia we Wrocławiu funkcjonuje od siedmiu lat. - Jest alternatywą dla matek, które nie mogą wychować swego dziecka i urodziły je w tajemnicy przed rodziną i bliskimi – mówią siostry boromeuszki.
Dodają, że kobiety, które zostawiają swoje dziecko w oknie życia nie są poszukiwane, a maleństwo po badaniach w szpitalu kierowane jest do adopcji, ale nie jest to jednak prosta procedura ze względu na anonimowość malucha.
- Matki mają możliwość pozostawienia dziecka w szpitalu, zaraz po porodzie, co usprawnia procedury adopcyjne. Ponadto matkom w trudnej sytuacji życiowej gotowe są pomóc także różne instytucje - podkreślają zakonnice.