"Marina została zatrzymana" - napisano na jej kanale w serwisie Telegram, pod zdjęciami dwóch policjantów prowadzących ją w kierunku białej furgonetki.
Wkrótce potem Owsiannikowa zamieściła na swojej stronie na Facebooku zdjęcia siebie i dwóch psów.
"Poszłam na spacer z psami, właśnie wyszłam za bramę, podeszli do mnie ludzie w mundurach" - napisała. "Teraz siedzę w Kranosleskim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych", odnosząc się do posterunku policji w jednej z dzielnic Moskwy.
Trzy godziny później Owsiannikowa poinformowała, że została zwolniona. "Jestem w domu. Wszystko jest w porządku" - napisała na swojej stronie na Facebooku. "Teraz wiem, że zawsze najlepiej jest zabrać ze sobą walizkę i paszport, jeśli wychodzisz".
Dziennikarka zyskała sławę w marcu po wtargnięciu do studia rosyjskiej telewizji państwowej, jej ówczesnego pracodawcy, aby potępić wojnę na Ukrainie podczas serwisu informacyjnego na żywo.
Czytaj więcej
Marina Owsiannikowa, była redaktorka państwowego Kanału Pierwszego rosyjskiej telewizji, miała otrzymać Nagrodę Wolności Mediów w Niemczech. Decyzj...
Została ukarana grzywną po tym, jak uznano ją za winną złamania przepisów dotyczących protestów.
Do jej zatrzymania doszło po wpisach w mediach społecznościowych z 15 lipca, w których widać ją z plakatem nazywającym prezydenta Rosji Władimira Putina mordercą, a jego żołnierzy faszystami. "Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, zanim przestaniesz?" - czytamy na plakacie.
Niemieckie media Welt zatrudniły Owsiannikową jako korespondenta w kwietniu. Wróciła do Rosji na początku tego miesiąca, pisząc na Facebooku, że została zmuszona do powrotu, aby bronić swoich praw rodzicielskich w sądzie przeciwko mężowi.