Rzeczpospolita: Podczas ostatniego jarmarku w Skaryszewie obrońcy praw zwierząt wykupili ok. 100 koni przeznaczonych na rzeź. W internecie pojawiła się także skierowana do polskich władz petycja „przeciwko ubojowi i wywozowi polskich koni na rzeź”. Czy to zmieni ich los?

Michał Rudy: Zwierzęta oczywiście muszą być traktowane w sposób humanitarny. Taki jest nakaz prawa. Popieram pomysł, aby wyłączyć wszystkie konie z kategorii zwierząt rzeźnych – i nadać im status zwierzęcia domowego. Sam pod taką petycją bym się podpisał, tyle że jest ona skierowana do nieodpowiedniego prawodawcy.

Dlaczego?

Status prawny koni jest szeroko regulowany w aktach prawnych UE i to rangi rozporządzenia. Polska, tak długo, jak jest członkiem Unii, nie może zmienić tego statusu. Nie może podejmować działań wbrew rozporządzeniom UE. Petycja powinna być adresowana do Parlamentu Europejskiego, a nie do prawodawcy krajowego.

Autorzy petycji domagają się m.in. zakazu wywozu żywych koni i mięsa poza granicę Polski w celach konsumpcyjnych.

Jeżeli takie postanowienie zostanie wpisane do polskiego prawa, to zapewne hodowcy złożyliby skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, jako że takie postanowienie godziłoby w swobodny handel zwierzętami, jak i produktami pochodzenia zwierzęcego w UE. Prawo unijne zezwala zarówno na transport żywych koni, jak i na swobodny obrót żywnością.

Kto jeszcze mógłby protestować?

Chociażby Włosi i Hiszpanie, którzy, niestety, mają takie przyzwyczajania kulinarne. Ciekawe jest to, że prawo nie chroni wszystkich zwierząt kręgowych na tym samym poziomie. Niby wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze. To nie tylko gorzka społeczna metafora z powieści George'a Orwella.

Jak wygląda hierarchia?

Na samym szczycie są zwierzęta domowe. Następnie można wskazać właśnie konie, ale tylko sportowe i „rekreacyjne” – one, tak jak zwierzęta domowe, nie mogą być uśmiercone w celach konsumpcyjnych. Następnie są zwierzęta gospodarskie rzeźne, i tutaj też są konie. Niektóre zwierzęta gospodarskie, bardziej inteligentne od koni, są od nich – przez człowieka i prawo – gorzej traktowane. Na przykład świnie. Konie gospodarskie i tak są w trochę lepszej sytuacji, bo w ich przypadku nie ma wielkostadnych hodowli zamkniętych. Hodowane są więc w lepszych warunkach.

Hierarchia się tu nie kończy. Dodam, że na samym dole są przecież dość inteligentne szczury. Jako zwierzętom kręgowym formalnie przysługuje im ochrona, ale jest też odstępstwo na ich eksterminację jako szkodników.

A co ze zwierzętami  łownymi?

Z jednej strony mają lepiej, bo żyją na wolności, w naturalnym środowisku. Ale prawo łowieckie zezwala na ich odstrzał i pozyskuje się z nich skóry i mięso.

Jest jakieś wyjście z tej sytuacji?

Być może rozwiązanie przyjdzie z innej strony i za kilka lat nie będzie potrzeby hodowania zwierząt „na mięso”. Mam na myśli bioinżynierię, a ściśle tzw. hodowlę mięsa w fabrykach-laboratoriach. Bez udziału zwierzęcia został wyprodukowany już stek. Ten pierwszy, zjedzony publicznie w roku 2013 podobno nie był jednak zbyt smaczny i kosztował ok. 250 tys. dolarów. Naukowcy wyprodukowali też mleko bez udziału krowy. Tylko pytanie, czy to jeszcze można nazywać mlekiem?