Sprawa ma dla mnie wymiar osobisty. Z Iwanem chodziłem do jednej szkoły w miejscowości Miadziół na północnym zachodzie Białorusi (na Wileńszczyznie). Jako jeden z nielicznych uczniów mówił po białorusku. Tak został wychowany przez rodziców i nauczycieli. Już wtedy trzeba było mieć ogromną odwagę, by wyróżniać się z rosyjskojęzycznego tłumu, który cię nie zawsze rozumie, a czasami się śmieje. Swoją postawą zdobywał coraz większy szacunek i zrozumienie prowincjonalnej społeczności, powoli budzącej się z komunistycznej śpiączki.