„Są ofiary w związku z oddanymi strzałami” – poinformowała holenderska policja w piątek późnym wieczorem. W późniejszym komunikacie przekazano, że ranni zostali także funkcjonariusze.

Policja twierdzi, że mundurowi oddali najpierw strzały ostrzegawcze a następnie kolejne. W przypadku jednej osoby nie jest jasne, w jaki sposób odniosła obrażenia. W czasie zamieszek dokonano także dziesiątek zatrzymań.

W czasie protestów dochodziło do podpaleń i użycia materiałów pirotechnicznych. Policję i strażaków obrzucano różnymi przedmiotami. W zamieszkach wzięły udział setki osób. Do Rotterdamu ściągnięto funkcjonariuszy z całego kraju. W mieście rozmieszczono oddziały prewencyjne i armatki wodne.

Czytaj więcej

Austria jako pierwsza w Unii Europejskiej wprowadza obowiązek szczepień przeciw COVID-19

Jak donosi holenderski nadawca NOS, co najmniej jeden radiowóz został podpalony, a inne uległy uszkodzeniu.

Holenderscy politycy wyrazili na Twitterze szok z powodu skali przemocy. Burmistrz miasta wydał dekret nadzwyczajny, zakazujący przebywania w miejscu zamieszek oraz na dwóch stacjach kolejowych, w tym dworcu głównym. Pociągi do Rotterdamu zostały zawieszone - przywrócono je dopiero w sobotę w godzinach porannych.

Protesty, zwołane przez kilka organizacji, miały wyrazić sprzeciw wobec rządowych planom zaostrzenia ograniczeń związanych z pandemią. Według planów, wstęp na wydarzenia kulturalne czy sportowe, ale także możliwość korzystania z restauracji czy kawiarni, miałyby tylko osoby zaszczepione i ci, którzy wyzdrowieli z Covid-19.