Tekst z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
Partie polityczne kochają celebrytów, a oni kochają partie polityczne. Nie ma wyborów na Zachodzie, które odbyłyby się bez udziału plejady gwiazd i gwiazdeczek. Każdy kandydat na prezydenta, premiera czy posła wyciąga ich z rękawa jak iluzjonista królika z cylindra. Śpiewają na wiecach, piszą ody do swych kandydatów w prasie i spierają się w telewizyjnych debatach. Przekazują też swoim ulubieńcom pokaźne sumy na kampanię. Niektórzy „ludzie kultury” tak głęboko zanurzają się w świat wyborczych wieców i billboardów, że sami w końcu kandydują na prezydentów, posłów, radnych czy burmistrzów. W świecie, w którym politycy zachowują się jak celebryci, a polityka jest sprowadzana do show-biznesu, trudno czynić im z tego zarzut.