Szajka najczęściej działała w godzinach porannych, gdy przechodnie byli rozkojarzeni i zaabsorbowani drogą do pracy. – I nie spodziewali się, że coś złego może ich spotkać – mówią krakowscy policjanci.
Grupa działała od pół roku. - Bandyci często podawali się za funkcjonariuszy służb mundurowych, po czym żądali od ofiar okazania dokumentów i przeszukiwali przechodniów. Zależało im na rzeczach wartościowych, które potem zabierali – wyjaśniają krakowscy funkcjonariusze.
Złodzieje zmuszali swoje ofiary do podania kodów PIN do kart bankomatowych czy kredytowych, po czym okradali konta. W sumie przez kilka miesięcy szajka dokonała co najmniej 20 takich napadów.
Policjanci w toku śledztwa ustalili adresy mieszkań, które wynajmowali członkowie grupy. Jak dotąd udało się zatrzymać trzech sprawców napadów - to mężczyźni w wieku od 22 do 28 lat.
– Kiedy weszliśmy do wynajmowanych przez nich mieszkań byli zajęci sortowaniem łupów – opowiadają policjanci. Funkcjonariusze odzyskali część skradzionych przedmiotów, oraz atrapy broni palnej, noże, siekiery, telefony komórkowe i laptopy.
Zatrzymani mężczyźni usłyszeli już zarzuty rozboju z użyciem niebezpiecznych narzędzi oraz włamań do sklepów. – Przyznali się do 20 napadów i dziewięciu włamań – mówią policjanci.
Podejrzani trafili do aresztu na trzy miesiące, a krakowscy policjanci sprawdzają obecnie, czy szajka nie ma na swoim koncie innych, podobnych napadów, nie tylko w Krakowie, ale też w okolicach. - To był sposób na życie tych ludzi – podkreślają funkcjonariusze.