Reklama

Patrioty obronią na razie tylko Warszawę

Nie tylko Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz, ale także Tomasz Siemoniak będą wypinali pierś do odznaczeń.

Aktualizacja: 27.03.2018 19:17 Publikacja: 26.03.2018 19:04

Patrioty obronią na razie tylko Warszawę

Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

W środę w Warszawie szef MON Mariusz Błaszczak podpisze umowę na dostawy pierwszych dwóch baterii zestawów rakietowych Patriot.

To poważne wzmocnienie obrony powietrznej kraju. Teraz niemalże bezbronnej, gdyby nie uwzględniać samolotów F-16. Polskiego nieba bronią sowieckie zestawy rakietowe o dźwięcznych nazwach Wega, Newa, Kub i Osa.

O tym, że chcemy kupić Patrioty, zdecydował w 2014 r. rząd PO – PSL. Chodziło o osiem baterii, które mają posiadać zdolność do zwalczania rakiet Iskander. Zakładano, że w 2016 r. umowa zostanie podpisana, a pierwsze zestawy trafią do Polski w 2019 r. Oferta amerykańska została uznana za najkorzystniejszą z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski i realizacji zobowiązań sojuszniczych.

Sprawa tego zakupu „zabuksowała" pod koniec 2015 r., gdy władzę w ministerstwie przy Klonowej objął Antoni Macierewicz i natychmiast zaczął mnożyć wątpliwości. „Cena jest nieporównanie wyższa, możliwość dostarczenia produktu – nieporównanie dłuższa" – stwierdził.

Nie wiemy, czy była to tylko figura negocjacyjna. Macierewicz raz krytykował warunki stawiane przez Amerykanów, innym razem zapewniał, że Patrioty kupimy. Roztaczał fantastyczne wizje, z których wynikało, że pierwsze dostawy będą miały miejsce w 2018 lub 2019 r. Negocjacje jednak jakoś się toczyły, czego finał właśnie obserwujemy. Już wiadomo, że wartość offsetu wyniesie ok. 1 mld zł. Jest to sukces ludzi skupionych wokół Macierewicza.

Reklama
Reklama

Opozycja grzmi, że zapłacimy za Patrioty zbyt drogo. Amerykanie za pierwszą fazę programu chcieli maksymalnie 10,5 mld dolarów. W trakcie negocjacji cena została obniżona o połowę, do ok. 5 mld dol. (ok. 17 mld zł). Tomasz Siemoniak, wicepremier w rządzie PO, wytyka jednak, że to i tak drogo i wskazuje na Rumunię, która też kupuje taki sprzęt. Tyle że kraj ten kupuje nieco inny zestaw, z mniejszą liczbą pocisków i bez offsetu. Z drugiej strony nie można zapominać, że MON Macierewicza rozbudzał pewne oczekiwania i zapewniał, że za cały system, czyli osiem baterii, jest gotowy zapłacić 30 mld zł. Ta cena też jest mało prawdopodobna.

Przy okazji zachwytów trzeba pamiętać, że jedna bateria może osłonić przed wrogimi pociskami Warszawę, ale nie cały kraj. System jest mobilny i umożliwia obronę wybranych miejsc, np. centrów administracyjnych, zgrupowań wojsk.

Aby tarcza antyrakietowa była skuteczna, trzeba zbudować kolejne warstwy tej osłony, a z tym jesteśmy w lesie.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Służby
Wojsko i policja zakazują wjazdu na swoje parkingi chińskimi autami – ustaliła „Rzeczpospolita”
Służby
„Tykające bomby” pod mundurem. Choroby psychiczne poza kontrolą służb
Służby
„Rzeczpospolita” ustaliła: Oficer SOP, który groził dziennikarzowi, był zweryfikowany przez ABW
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama