Zdaniem rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego sposób zatrzymania przez Żandarmerię Wojskową weteranów afgańskiej misji budzi sporo wątpliwości.
Rzecznik zapowiedział, że będzie przyglądał się procesowi żołnierzy oskarżonych o zbrodnie wojenne w Afganistanie.Tymczasem obrońcy zatrzymanych złożyli do Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu zażalenia na areszt.
Adwokaci twierdzą, że żołnierze jedynie wykonywali wydany im rozkaz. Dodatkowo w uzasadnieniu prawnicy piszą, że afgańska wioska, w której zginęli cywile, nie została ostrzelania celowo, lecz stało się tak w wyniku błędu.
Tymczasem Radio RMF FM podało, że dowódca żołnierzy oskarżonych o zabicie cywilów w wiosce Nangar Khel twierdzi, iż jest wrabiany przez swoich podwładnych. – Wioska to trzy domy. Było tam wesele. Ostrzelanie wioski było pomyłką, ale mnie tam nie było – miał zeznać wojskowym śledczym i stwierdzić, że sześciu aresztowanych celowo oskarża go, by oczyścić się z zarzutów. Z zeznań dowódcy wynika, że cywilów zabił jeden z 20 pocisków wystrzelonych z moździerza.
Janusz Zemke, poseł LiD, były wiceminister obrony, był w sierpniu w Afganistanie, tuż po ostrzelaniu wioski przez polskich żołnierzy. Przyznaje, że dowódcy polskiego kontyngentu wówczas twierdzili, iż to był wypadek.
– Powiedziano mi, że podczas pościgu za terrorystami pocisk z moździerza zboczył z jakiegoś powodu i trafił w wioskę – opowiada Zemke.
Sąd Garnizonowy w Poznaniu wydał nakaz aresztowania siedmiu żołnierzy, którzy brali udział w tej akcji. Sześciu z nich prokuratura zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, za co grozi nawet dożywocie.
Jednemu postawiono zarzut ataku na niebroniony obiekt cywilny, może trafić do więzienia nawet na 25 lat.