– Został wezwany w charakterze świadka – poinformował Karol Frankowski, szef zespołu prowadzącego śledztwo. Nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy w przyszłości możliwe jest postawienie Tomaszyckiemu jakichkolwiek zarzutów. – Nie wykluczam jednak, że pan generał będzie jeszcze przesłuchiwany – zaznaczył.
Generał złożył wyjaśnienia w sprawie ostrzału afgańskiej wioski przez polskich żołnierzy.
Tomaszycki dowodził pierwszą zmianą polskiego kontyngentu w Afganistanie. W zeszłym tygodniu „Rz” ujawniła, że mógł on podjąć próbę tuszowania akcji, w której zginęli afgańscy cywile. Jeden z aresztowanych żołnierzy zeznał, że krótko po incydencie generał przyleciał do bazy Wazi Khwa i spotkał się z plutonem, którego członkowie prowadzili ostrzał. Miał powiedzieć, żeby żołnierze za wiele o tym nie opowiadali, pomagali sobie i pilnowali, aby żaden z kolegów nie popełnił samobójstwa, bo wówczas trudno będzie utrzymać rzecz w tajemnicy. Obiecał też, że zabierze ich do bazy Bagram, gdzie spokojnie dosłużą do końca zmiany.
– Byłem w Wazi Khwa, ale żadnych obietnic nie składałem
– odpowiadał Tomaszycki. Po naszej publikacji minister obrony narodowej Bogdan Klich postanowił jednak wstrzymać jego awans na szefa Zarządu Szkolenia Sztabu Generalnego.
Jakie zeznania złożył Tomaszycki, nie wiadomo. Prokuratura milczy, a on sam nie odbiera telefonu.
Tymczasem śledztwo w sprawie Nangar Khel nabiera tempa. Jeszcze w tym tygodniu rozpoczną się konfrontacje aresztowanych żołnierzy. Wkrótce na przesłuchanie zostanie też wezwany Aleksander Szczygło, były minister obrony narodowej.
Do incydentu w Afganistanie doszło 16 sierpnia 2007 roku. Żołnierze ostrzelali okolice wioski Nangar Khel. Zginęło sześciu cywilów. Zatrzymano siedmiu wojskowych zamieszanych w tę sprawę.