Siedem dni miał czekać na wynik testu rezydent chirurgii z Mazowsza, który miał kontakt z pacjentem z koronawirusem. Po trzech dniach szef szpitala wezwał go jednak na oddział:

– Polecił mi włożyć pełny zestaw ochronny i dyżurować, bo nie ma z kim zostawić pacjentów – mówi lekarz. Posłuchał, bo boi się utraty pracy. Obawia się, że mimo wszystko zakazi chorych: – Nikt nie da gwarancji, że wirus nie rozprzestrzeni się np. podczas zdejmowania kombinezonu – przyznaje.

Narażają siebie i pacjentów

Zdaniem dr. Piotra Watoły, wiceszefa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), takie polecenia dyrekcji zagrażają życiu pacjentów.

Czytaj także: MZ o zwolnieniu położnej za krytykę warunków w szpitalu

– Nie chce mi się wierzyć, że podobne naciski wywiera dyrektor, który jest lekarzem. Każdy medyk wie, jakie konsekwencje może mieć ta decyzja. A wówczas przed prokuratorem odpowie nie tylko szef szpitala, ale i zmuszany przez niego lekarz – mówi dr Watoła. Dodaje, że prawnicy dyżurujący pod specjalnym numerem infolinii OZZL codziennie odbierają od lekarzy kilkadziesiąt telefonów związanych z łamaniem prawa w dobie koronawirusa.

Także do Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie zgłaszanych jest codziennie kilkadziesiąt nadużyć.

– Za każdym razem staramy się reagować. Zazwyczaj kierujemy je do naszego rzecznika praw lekarza (RPL) lek. dent. Moniki Potockiej – mówi szef OIL dr Łukasz Jankowski.

Dotychczas rzeczniczka interweniowała m.in. w sprawie lekarza, któremu szef szpitala kazał dyżurować bez specjalnego kombinezonu, oraz grupy medyków, których po kontakcie z zakażonym przez długie godziny przetrzymywano w jednym pomieszczeniu (o sprawie przetrzymywania ponad dobę medyków ze stołecznego Szpitala Nowowiejskiego pisaliśmy pod koniec marca).

W apelu do kierowników podmiotów leczniczych rzeczniczka podkreśla, że wydawanie lekarzom poleceń odbywania dyżurów i udzielania świadczeń zdrowotnych pomimo bezpośredniego kontaktu z zakażonym koronawirusem może naruszać art. 165 § 1 kodeksu karnego. Mówi on, że za sprowadzanie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, w szczególności powodując zagrożenie epidemiologiczne lub szerzenie się choroby zakaźnej, grozi od sześciu miesięcy do dwóch lat więzienia.

Izba skarży do ministra

Sebastian Stykowski, prawnik z Biura Rzecznika Praw Lekarza, podkreśla, że takie postępowanie szefów lecznic jest sprzeczne nie tylko z kodeksem karnym, ale też specustawą o Covid-19, której art. 10b w szczególnie uzasadnionych przypadkach daje ministrowi zdrowia uprawnienie do zawieszenia kierownika podmiotu leczniczego.

– Nie wykluczamy wniosków do ministra o zawieszenie kierowników łamiących prawo – zastrzega.