Dyrektorzy szpitali skarżą się, że coraz częściej muszą rozwiązywać „kryzysy pielęgniarskie".
– Nasze pielęgniarki to łakomy kąsek dla Czechów czy Słowaków. Do pracy ściągają je też inne firmy – mówi Andrzej Kosiniak-Kamysz, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Dietla w Krakowie.
Narzeka też prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.
– W zeszłym roku zakończyłem strajk, dając pielęgniarkom dodatek 150 zł brutto dla tych ze stażem pracy krótszym niż 25 lat i 200 zł powyżej. Próbował je podkupić prywatny szpital i nie mogłem sobie na to pozwolić – tłumaczy prof. Banach, który zatrudnia ponad 850 pielęgniarek.
Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych (NIPiP) alarmuje, że ponad 60 proc. z 282,6 tys. polskich pielęgniarek ma ponad 40 lat, a najliczniejszą grupą wiekową są te w wieku 40–45 lat. Wiceminister Jarosław Pinkas przyznaje, że zwiększenie liczby pielęgniarek to jeden z priorytetów resortu.
– Rozważamy powrót liceów pielęgniarskich, które pomogłyby rozwiązać problem braków kadrowych. Jako lekarz bardzo ceniłem współpracę z paniami po liceach i policealnych szkołach pielęgniarskich – mówi wiceminister. – Trwają intensywne prace nad programem zmian w kształceniu, który zamierzamy przedstawić pod koniec roku – dodaje.
Pomysł liceów oprotestowała NIPiP. Według działaczy to deprecjacja zawodu.Dowodzą, że ta praca wymaga wiedzy na poziomie studiów wyższych.