Minister Zdrowia dołączył do protestujących na scenie na Placu Konstytucji, koło godziny po tym, jak przedstawiciele białego personelu doszli z Placu Zamkowego na miejsce manifestacji. – W ciągu ostatnich ośmiu lat państwo postanowiło się wycofać z odpowiedzialności za służbę zdrowia zastępując ją dziką komercjalizacją i prywatyzacją – mówił ze sceny, prowokując gwizdy zebranych. „Komunizm już się skończył" – krzyczeli młodzi lekarze z transparentem „Porozumienia rezydentów".
Minister rozczarował manifestantów podwójnie – przywitali go bowiem życzliwie, a prowadzący protest zaproponowali, by odniósł się do ich postulatów i odpowiedział na kilka pytań. Radziwiłł nie skorzystał z tej możliwości. Zapewnił, że obecny rząd zrobi wszystko, by odwrócić „dziką komercjalizację" poprzedniej ekipy i „przystępuje z wielką energią i wielką wolą do zmian", a następnie zszedł ze sceny. Manifestanci przyjęli jego zaproszenie na rozmowy we wtorek.
- To żenujące – mówił Michał, 23-letni student Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – W ten sposób pokazał, że nasz los nic go nie obchodzi.
Zdaniem dr Jerzego Gryglewicza, ekspert ochrony zdrowia Uczelni Łazarskiego, szef resortu zdrowia nie wykorzystał ogromnej szansy, jaką dostał od protestujących: - Powinien ich wysłuchać i zapewnić o chęci zapoznania się z ich postulatów. Wygłoszenie oficjalnego komunikatu, a następnie wycofanie się było najgorszym z możliwych rozwiązań – ocenia dr Gryglewicz.
Pielęgniarki nielegalnie
Choć towarzystwa pielęgniarskie oficjalnie nie przyłączyły się do protestu, w tłumie widać było sporo sióstr.
– Mimo że oficjalnie nie mogłyśmy tu być, to jednak jesteśmy, bo nie wyobrażamy sobie, by was zostawić. Razem możemy więcej – mówiła ze sceny przedstawicielka pielęgniarek.
Dlaczego towarzystwa pielęgniarskie oficjalnie odmówiły udziału w proteście?
- W ubiegłym roku podpisaliśmy porozumienie, które mówiło o tym, że przez następne cztery lata systematycznie wynagrodzenie większości (98 proc.) pielęgniarek będzie co roku wzrastało o ok. 230 zł netto, ale pielęgniarki nie będą prowadzić czynnej akcji protestacyjnej – tłumaczy Sebastian Irzykowski, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. - Nowy minister zapewnił, że respektuje ciągłość władzy i tego porozumienia. Rzeczywiście, porozumienie jest respektowane przez rząd, więc my, jako strona społeczna, również dotrzymujemy warunków – dodaje.
Zapewnia, że samorząd pielęgniarski zgadza się z postulatami Porozumienia Zawodów Medycznych, dotyczących wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, ale oczekuje, że pielęgniarki, które uczestniczą w manifestacji, nie będą używać symboli zawodowych i robią to jako osoby prywatne.
- Jesteśmy tu incognito – przyznały pielęgniarki z jednego z warszawskich szpitali. – Gdyby dowiedziała się nasza dyrekcja, mogłybyśmy mieć nieprzyjemności.
Jednak nie wszyscy dyrektorzy byli przeciwko demonstrującym siostrom. Do Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych dotarła informacja, że jeden z szefów szpitali powiatowych, związany z opozycją, chciał opłacić zatrudnionym przez siebie pielęgniarkom autobusy do Warszawy i dziwił się, kiedy odmówiły.
Damian Patecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, dziwi się jednak, że samorząd pielęgniarski odmówił udziału w proteście: - Pielęgniarkom nie wolno strajkować, ale nie manifestować. Układając plan manifestacji i zapewniając, że żaden z uczestników nie odejdzie od łóżka pacjenta, jasno pokazaliśmy, że nie chodzi o strajk – tłumaczy.
Stetoskopy i odblaski ratownicze
W tłumie dominowali więc lekarze i ratownicy medyczny, wyróżniający się wśród osób w białych fartuchach pomarańczowymi odblaskami. Manifestanci przeszli na Plac Konstytucji całymi rodzinami – z dziećmi w wózkach lub na barana i transparentami. Wśród haseł znalazły się: „Pieniądze na szpitale – opodatkować bogatych", „Nie zabierajcie czasu pacjenta biurokracją", „Kolejka poniża pacjenta" czy „Promocja NFZ – za tę samą składkę czekasz dwa razy dłużej".