W tym roku absolwentom Krajowej Szkoły Administracji Publicznej zaproponowano 85 ofert pracy. To więcej niż rok wcześniej, ale wciąż nie jest dobrze. Na jednego absolwenta przypadało 2,3 oferty. W zeszłym roku było to 1,6.

Zgodnie z ustawą o Krajowej Szkole Administracji Publicznej słuchacze są zobowiązani do podjęcia pracy w urzędach administracji na stanowiskach postawionych im do dyspozycji przez prezesa Rady Ministrów. Inaczej muszą zwrócić koszty szkolenia.

W tym roku najwięcej ofert wpłynęło z urzędów centralnych. Najwięcej, dziewięć, z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Nieco mniej z ministerstw: spraw zagranicznych, finansów oraz spraw wewnętrznych.

Okazuje się jednak, że część dyrektorów generalnych nie chce mieć w swoich szeregach absolwentów KSAP. Niektórzy nie zaproponowali im ani jednego stanowiska, mimo że w tym czasie prowadzili rekrutację do departamentów, w których z powodzeniem mogliby pracować absolwenci tej szkoły. Dyrektorzy proponują też pracę poniżej kwalifikacji.

– Mamy pięć ofert pracy z propozycjami stanowisk referenta, starszego referenta i referendarza oraz dziesięć ofert z propozycjami stanowisk inspektora i starszego inspektora. Wpłynęły one z urzędów wojewódzkich oraz skarbowych – mówi Joanna Langiewicz z Krajowej Szkoły Administracji Publicznej.

Najczęściej oferowane stanowiska to jednak starszy specjalista, specjalista i główny specjalista. W poprzednich latach osoby kończące szkołę musiały przyjmować stanowiska referendarza, ponieważ lepszych brakowało.

Dyplom ukończenia KSAP umożliwia uzyskanie statusu mianowanego urzędnika służby cywilnej. W praktyce wystarczy podjąć zatrudnienie do końca maja, aby jeszcze w tym roku być mianowanym.