Wśród ponad 9,4-tys. rzeszy sędziów jawnych oświadczeń jest ok. 65 proc. Pozostali złożyli oświadczenia przed 6 stycznia 2017 r., kiedy obowiązywały jeszcze stare zasady nienakazujące ich ujawniania w internecie. Jak sprawdziliśmy w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, prawie połowa sędziów apelacji skorzystała z takiej możliwości. Po tej dacie nowela prawa o ustroju sądów powszechnych wprowadziła zasadę jawności oświadczeń majątkowych sędziów. Nieujawniane są tylko dane adresowe, informacje o lokalizacji nieruchomości oraz umożliwiające identyfikację ruchomości sędziego.
Co sędziowie wpisywali w oświadczenia? Bardzo różne rzeczy. Od zegarków przez zabytkową broń czy meble po motocykle, quady, biżuterię, akcje, gotówkę w złotych polskich, dolarach czy euro, udział w funduszach inwestycyjnych, domki wakacyjne, samochód itd.
Czego jeszcze można dowiedzieć się w internecie?
O nieruchomościach (domach, mieszkaniach i ich powierzchni), samochodach (marka, rok produkcji, cena zakupu). W co trzecim przeanalizowanym oświadczeniu pojawiają się też spore sumy kredytów, najczęściej na zakup i remont domu czy mieszkania.
Bardzo dużo było też wniosków o utajnienie oświadczenia, kiedy jawność rodzi zagrożenie dla sędziego lub jego bliskich. Uwzględnionych zostało jednak tylko siedem, wszystkie dotyczyły sędziów z wydziałów karnych.
Krzysztof Józefowicz kadencję prezesa SA w Poznaniu zakończył w maju. Odpowiadał więc jeszcze za sprawne ujawnienie oświadczeń. Na 833 sędziów apelacji poznańskiej połowa złożyła wnioski do 6 stycznia, połowa po tej dacie. Sędziowie tamtejszej apelacji złożyli też 11 wniosków o nieujawnienie oświadczeń, wśród ich autorów byli sędziowie cywilni. Prezes Józefowicz zgodził się na ochronę danych dotyczących czterech sędziów (wszyscy karniści)
Jak poradzili sobie z ujawnieniem oświadczeń sędziowie z apelacji krakowskiej? Rafał Dzyr, prezes tamtejszego sądu apelacyjnego informuje, że sędziowie i referendarze złożyli w sumie 1,1 tys. oświadczeń – 502 została opublikowana po 6 stycznia 2017 r., 673 przed tą datą więc na próżno ich szukać w internecie. W 27 sędziowie złożyło wnioski o nieujawnianie ich oświadczeń w internecie. Zgodę otrzymało 19.
Co o publikacji oświadczeń w internecie myślą sędziowie? Część jest bardzo krytyczna. Twierdzi, że to dla nich i ich bliskich duże zagrożenie. Inni nie mają nic przeciwko temu.
– Jest mi zupełnie obojętne, czy ktoś dowie się, jakiej marki samochodem jeżdżę, czy też jaki mam majątek. Nie podoba mi się jednak zupełnie inna sprawa. Fakt, że każdy, korzystając z informacji zawartych w e-wokandzie, może sprawdzić, gdzie w danym czasie i miejscu przebywam. Tego nie dowie się z oświadczenia majątkowego – zwraca uwagę sędzia Barbara Piwnik.
Do 6 stycznia 2017 r. sędziowie obok PIT składali oświadczenia majątkowe na ręce prezesa sądu apelacyjnego. On je weryfikował i odsyłał kopie do urzędu skarbowego, który mógł je porównać z PIT.