Tak, dobrze się Państwu skojarzyło – tytuł ściągnęłam od Ridleya Scotta. Jego mocno niedoceniony film sprzed dwóch dekad o pozbawionym skrupułów maklerze giełdowym, który odnajduje spokój i sens życia w słonecznej winnicy w Prowansji, należy do moich ulubionych. Zwłaszcza gdy robi się zimno i trzeba uruchomić wyobraźnię, by zapomnieć o pogodzie za oknem.
To film o przemianie „fajtera”, dla którego walka i wygrywanie w praktyce były celem samym w sobie, w człowieka, który czerpie satysfakcję z budowania i tworzenia.
Czytaj więcej
Spór rządu i prezydenta o notatki z rozmów międzynarodowych odsłania nie tyle realny konflikt, co...
Czego potrzebują polskie sądy?
My na naszym polskim podwórku mamy takich walczaków, którzy karmią się sporem i demonstrowaniem swojej siły. Dysponują całym arsenałem narzędzi, które – przy odrobinie dobrej woli – pozwoliłyby uporać się z wieloma bolączkami sądownictwa. I nie mówię tu jedynie o sprawie tak fundamentalnej jak przywrócenie praworządności i rozwiązanie kwestii tzw. neosędziów.
Sądy potrzebują mądrego i stabilnego prawa, cyfryzacji z prawdziwego zdarzenia, przyzwoicie opłacanych urzędników, a przede wszystkim spokoju.