„Nie będzie niczego poza agresją” - tak Jarosław Kaczyński skomentował w Polskim Radiu ostatnie wypowiedzi Donalda Tuska. Prezes PiS poświecił znaczną część wywiadu byłemu szefowi Rady Europejskiej twierdząc, że „Tusk doprowadził do zniszczenia jakichkolwiek zasad, jakichkolwiek przyzwoitości w polskim życiu publicznym”. Dlaczego najważniejszy polityk w Polsce poświęcił tyle słów politykowi, który na arenie krajowej jest aktywny śladowo?

Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej zaangażował się w kampanię Małgorzaty Kidawy-Błońskiej retorycznie, ale jednak ostrożnie. Trudno nazwać okazjonalne tweety czy wypowiedzi zaangażowanym ciągłym i uczestnictwem w kampanii wyborczej PO. Były premier nie jest w sztabie Kidawy-Błońskiej, nie pełni żadnej znaczącej funkcji w polskiej polityce partyjnej. Jego rola jest inna.

Każda wypowiedź Tuska działa na PiS jak płachta na byka. Na każdy wpis byłego premiera w mediach społecznościowych członkowie partii rządzącej reagują histerią. Po tym, jak były szef PO napisał, że „PiS już wie, że straci władzę”, była rzecznik PiS, Beata Mazurek natychmiast zaatakowała byłego premiera w mało wybredny sposób pisząc: „Tuskowi nienawiść rozum odbiera. Możemy założyć ograniczoną percepcję. Dlatego nie potrafi zrozumieć, że można kompetentnie i uczciwie rządzić realizując dobre programy dla Polaków. Konfabulacje populisty i nieudacznika w czasie którego rządów mafie były w rozkwicie a paliwo po 6 zł”.

Tusk żyje z PiS w symbiozie. Nie ma lepszego wroga i straszaka dla rządzących niż były premier z PO, a Tusk wie doskonale, co zrobić, żeby PiS reagował publicznie agresją. Jednak dzisiaj to Jarosław Kaczyński w aktywności Tuska dopatrzył się możliwości, która nadałaby kampanii wyborczej Andrzeja Dudy nowej dynamiki. Nic tak nie działa na wyborców, jak jasno określony wróg. Wyborcy Dudy potrzebują Tuska jako symbolu byłej władzy, która może powrócić do rządzenia, jeśli Duda przegra wybory. Tusk ma mobilizować wyborców Koalicji Obywatelskiej, wyborców centrowych i liberalnych, którzy mogą rozglądać się za innym kandydatem na prezydenta, niż Kidawa-Błońska. Kaczyński przywołując Tuska mówi wyborcom PiS: wróg u bram!  

Wypowiedzi szefa partii rządzącej są dowodem na bezradność sztabu Dudy, który nie może wyjść z defensywy po zachowaniu Joanny Lichockiej, kontrowersjach wokół szefowej sztabu prezydenta, przyjęciu ustawy o 2 mld zł dla mediów publicznych i innych problemach władzy. Słowa prezesa mają odciągnąć uwagę od słabości kampanii Andrzeja Dudy, która utknęła w martwym punkcie. Kaczyński wrócił też do swojej starej retoryki straszenia Polaków.

- Tylko Prawo i Sprawiedliwość może zagwarantować kontynuację realizowanych obecnie programów społecznych – przekonywał Kaczyński w Polskim Radiu strasząc, że jeśli Duda przegrywa wybory, to program 500+ zostanie zlikwidowany. Prezes próbował też uspokajać słuchaczy, że nawet jeśli majowe wybory okażą się porażką dla rządzących, to i tak Zjednoczona Prawica będzie rządzić pełną kadencję.

Prezes po raz kolejny (po wywiadzie dla "Gazety Polskiej")  pokazał brak wiary w zwycięstwo Dudy, dywagując na temat przegranych wyborów przez prezydenta.  Pokazał, że nawet w PiS topnieje wiara reelekcję obecnej głowy państwa. 

Czy powracającą „winą Tuska” Kaczyńskiemu uda się nadać nowy ton kampanii prezydenckiej? Jedno jest pewne. W PiS panuje panika w związku z możliwą przegraną Dudy. Prezes próbując odgrzewać stare podziały polityczne liczy, że dawna polaryzacja przyniesie nowe sukcesy. Jednak trudno spodziewać się, żeby plan prezesa zadziałał. Świat poszedł do przodu, przekrój wyborców się zmienia. Młodego elektoratu PiS Donald Tusk nie napawa już obawą i strachem.