Mucha przypominała działalność poprzednich ministrów:
Wiedza, którą ma sportowiec, były sportowiec, czy działacz sportowy, na pewno pomaga. Ale jeśli popatrzymy na naszych dotychczasowych ministrów, to sportowcem, uosobieniem sportu, był pan Tomasz Lipiec. I nie zapisał się nadzwyczaj pozytywnie na kartach ministerstwa... Natomiast Ela Jakubiak nie miała wiele wspólnego ze sportem, a jest wspominana dość dobrze i ciepło.
Minister nie chciała wymienić piłkarzy, którzy zagrają w meczu reprezentacji Polski z Portugalią:
Żaden minister nie był wcześniej przepytywany. Lubię sport, Ligę Mistrzów, ligę angielską, hiszpańską, czy tenis. To nie jest tak, że jestem osobą, która nigdy w życiu nie kibicowała. Moją dewizą, jeśli chodzi o sport, jest: najpierw go uprawiać, potem go oglądać.
Na temat pracy w resorcie:
Nikt mi nie obiecywał, że będzie łatwo. To nie jest problem. Ten może nastąpić wtedy, kiedy pojawiają się teksty w gazetach, czy portalach, które są wyssane z palca. Wtedy to jest krzywdzące. Nie siedzę jednak w ministerstwie i nie rozpaczam, jak mi ciężko.
Joanna Mucha na początku programu - na pytanie, jak należy się do niej zwracać, odpowiedziała:
Preferuję pani ministro, jeżeli można poprosić.
Na Twitterze pojawiło się wiele komentarzy do tej językowej fanaberii minister Muchy. Krzysztof Berenda z RMF FM napisał:
Hmm... Mucha najpierw mówi, że chce być nazywaną "ministrą", a pół minuty później dodaje, że jest "obywatelem". Konsekwencja?
Marek Magierowski z "Rzeczpospolitej" pytał:
A czy Stadiona Narodowa na mecz z Portugalią już gotowa?
Tomasz Skory z RMF FM:
Jeżeli Joanna Mucha rzeczywiście jest ministrą, to chyba nie mamy wyjścia; Aga Burzynska musi zostać redaktorą, a ja... No cóż, mężczyznem.
Politolog UW dr Olgierd Annusewicz stwierdził:
Ministro Mucho, prawie jak Donaldu Tusku.
Czy krytyka pani "ministry" to medialna nagonka? Naszym zdaniem Joanna Mucha sama sobie szkodzi. Miejmy nadzieję, że nie zaszkodzi jednak polskim sportowcom.