Donald Tusk jest w sytuacji zaawansowanego magika, który większość swoich sztuczek już pokazał. Co więcej, w ostatnim czasie dwie rzeczy bardzo nadszarpnęły jego autorytet.

Zaczyna od pierwszej sprawy:

Pierwsza to kwestia pomylenia zwłok w trumnach ofiar katastrofy smoleńskiej. Pokazała to, co jest najbardziej bolesne dla Tuska. Bo Tusk stawiał alternatywę i mówił: Jesteśmy my, którzy po katastrofie zrobiliśmy wszystko, co się dało i szaleńcy, którzy twierdzą, że był zamach. Okazało się, że jest jeszcze trzecia możliwość, która pokazała, że nie chodzi o to, że był zamach, ale że Rosjanie po wypadku robili, co chcieli.

Pisze o kolejnej rzeczy, która sprawiła, że Tuska poważnie:

Druga sprawa to zdjęcie trybuny ze stadionu Lechii, na której sędzia Ryszard Milewski był razem z Tuskiem. To pokazało, że jednak istnieje pewna elitka, która się doskonale zna, elitka świata polityki i sędziów. Chociaż premier zapierał się jakichkolwiek kontaktów z sędzią Milewskim okazało się, że jest inaczej. Na tym polega paradoks polityki, że bardzo często rzeczy stosunkowo mało ważne potrafią wstrząsnąć ludźmi. Dla porównania afera hazardowa – o wiele bardziej poważna – nie wywołała aż takiego wstrząsu. Jakoś tak nie miała swojego zdjęcia, symbolu, jakiejś personifikacji.

Semka kontynuuje swoje rozważania:

Te dwa elementy – Amber Gold i Smoleńsk pokazały, że Tusk nie jest wiarygodny. Dlatego teraz może obiecać nawet złote gruszki na wierzbie i niewiele to da. Tak naprawdę zmęczenie władzą u niego powinno przyjść już trzy lata temu, ale katastrofa smoleńska, która spowodowała ostrą polaryzację opinii publicznej odwlekła ten moment w czasie. I teraz to do niego dochodzi. Pomysłów nie ma już żadnych. Wyraźnie zmienia swoje role: wiosną zapowiada z surową miną oszczędności, a jesienią zapowiada roczne urlopy macierzyńskie. Skacze od ściany do ściany. Sytuacja w klubie pokazała także coś, co jest typowe dla wszystkich dyktatur: że jest sam i nie ma mu kto doradzić, może tylko Jan Krzysztof Bielecki. Jego posunięcia wyglądają jak wybuchy złości, frustracji. Nie potrafi doprowadzić do porozumienia.