Reklama

Obama, uspokajanie Arabów i sprawa polska. Komentarz Jerzego Haszczyńskiego

Prezydent USA wiele naobiecywał sześciu monarchiom Zatoki Perskiej. Teraz pewnie mniej boją się ataku ze strony Iranu, rosnącego w siłę dzięki zbliżeniu z Zachodem.
Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

Ale czułyby się jeszcze bezpieczniej dzięki amerykańsko-sunnickiemu NATO, o czym Ameryka nie chce słyszeć.

Na czwartkowym spotkaniu w podwaszyngtońskim Camp David Obama obiecał monarchom lub reprezentującym ich książętom bardzo daleko posuniętą współpracę militarną - z tarczą rakietową włącznie. A w razie tego, co nazwał nadzyczajnymi zmianami (pod tym kryje się zapewne wojna wywołana przez Iran) - po prostu obronę.

Zapewniał też, że porozumienie z Iranem, które ma być gotowe do końca czerwca, nie jest zagrożeniem dla państw, z którymi sąsiaduje poprzez Zatokę Perską - Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Kataru, Bahrajnu, Kuwejtu i Omanu.

Przynajmniej część z tych państw chciała czegoś więcej (przewidywały, że nie dostaną - dlatego do Ameryki nie pojechali najważniejsi przywódcy, przede wszystkim nowy saudyjski król). Chciały zawrzeć traktat z Ameryką, coś na wzór traktatu waszyngtońskiego z 1949 roku, na którego podstawie powstało NATO.

Byłoby to właśnie NATO amerykańsko-sunnickie. Monarchie Półwyspu Arabskiego są sunnickie, do tego dołączyłby się zapewne sunnicki Egipt, najludniejszy kraj arabski od czasu obalenia islamistów bardzo blisko związany z Arabią Saudyjską. A szyicki Iran byłby potencjalnym przeciwnikiem, tak jak dla Zachodu był nim Związek Radziecki i blok sowiecki w czasie, gdy powstawał Sojusz Północnoatlantycki.

Brzmi to zaskakująco, ale z grubsza taki pomysł mieli monarchowie państw Zatoki Perskiej - bogatych i ważnych dla Ameryki ze względu na ropę i bezpieczeństwo Bliskiego Wschodu. Wynika to między innymi z wypowiedzi doradcy Obamy ds. bezpieczeństwa dla katarskiej telewizji Al-Dżazira, jeszcze przed rozpoczęciem szczytu w Camp David. - Traktat to nie jest to, czego szukamy. Budowa NATO trwała dekady - powiedział Ben Rhodes.

Trochę to rozchodzenie się wizji Ameryki i ich sojuszników znad Zatoki przypomina problemy Polski i państw bałtyckich z tym prawdziwym NATO, do którego należą, ale nie mogą się doczekać stałego i rozlokowania sojuszniczych sił na swoim terytorium. Słyszą natomiast masę obietnic i zapewnień o poważnym traktowaniu artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego, nakazującego obronę każdego zaatakowanego członka NATO. Z tym że nie wiadomo, w którym momencie modnej ostatnio na Wschodzie wojny hybrydowej art. 5 ma być zastosowany.

Reklama
Reklama

Arabowie mają chyba nawet mniej powodów do obaw niż członkowie drugiej kategorii NATO, tacy jak Polska. Rosja ma mnóstwo broni jądrowej, Iran nie ma wcale i jest szansa, że dzięki porozumieniu, które ma zawrzeć z Zachodem, nie będzie jej mieć wcale.

Na dodatek choć nie utworzą z Ameryką swojego NATO, ale już parę razy się przekonali, że mogą od niej dostać jak najbardziej realne wsparcie militarne. Tak było z Kuwejtem zaatakowanym przez Irak Saddama Husajna. Trochę jest tak teraz w Jemenie, gdzie zwołana przez Saudyjczyków koalicja bombarduje proirańskich Hutich z pomocą Amerykanów.

Publicystyka
Estera Flieger: Tak się robi kiełbasę
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Publicystyka
„Polski SAFE”, czyli Nawrocki próbuje zmienić ustrój bez zmiany konstytucji
Publicystyka
Marek A. Cichocki: SAFE, czyli czy Polacy w ogóle „umieją w wojnę”?
Publicystyka
Od wielkiej przyjaźni do wizji zagłady. Zapomniana historia relacji Izraela i Iranu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama