Wyrwanie Polski z pułapki średniego rozwoju – taki ambitny cel postawił sobie wicepremier Mateusz Morawiecki. Nawet jeśli to się uda, kraj może w tym samym czasie wpaść w coś groźniejszego – szarą strefę państw Zachodu, w których zasady demokracji nie są do końca respektowane.
W naszym regionie kandydaci do takiej strefy to także Węgry Viktora Orbána i Słowacja Roberta Fico. A dalej na południe Rumunia i Bułgaria, państwa, które dostały się w 2007 r. do Unii niejako na gapę i nigdy nie otrząsnęły się ze skorumpowanego systemu politycznego.