Kto wygrał spór przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie (CAS) między WADA a Rosją?

Bezdyskusyjnie Światowa Agencja Antydopingowa. CAS orzekł, że racja jest po naszej stronie w każdym elemencie. Wszystkie dowody na bezczelne manipulacje Rosjan dostarczone w tym procesie przez naszych ekspertów zostały potwierdzone. To bezprecedensowa sytuacja. Nasz roczny budżet wynosi niecałe 40 mln dolarów, a jednak wygraliśmy ze światowym mocarstwem. Udowodniliśmy winę Rosjan w zakresie instytucjonalnego manipulowania dowodami. Panel potwierdził, że możemy karać nie tylko zawodników czy organizacje antydopingowe, ale także całe państwa oraz ich oficjeli. Nasza siła znacząco wzrosła.

Nie jest pan ani trochę rozczarowany?

Wiadomo, że oczekiwaliśmy surowszych sankcji – w tym czterech, a nie dwóch lat dyskwalifikacji. Musimy jednak pamiętać, że nie byliśmy sędzią, tylko prokuratorem. Szanujemy przepisy prawa. CAS potwierdził, że mamy rację, ale też zmniejszył ciężar i długość kar, bo uznał je za nieproporcjonalnie wysokie. Wygraliśmy, ale jednocześnie podzielam zdanie wszystkich, którzy są rozczarowani zakresem sankcji. Nasze propozycje były ostrzejsze. Jako WADA staliśmy chociażby na stanowisku, że Rosjanie powinni występować jako neutralni zawodnicy bez nazwy kraju.

Jak jeszcze chcieliście ich ukarać?

Nasze propozycje były dość daleko idące, np. wnioskowaliśmy, aby wykluczyć z igrzysk wszystkich sportowców, których objął raport Richarda McLarena lub których dane zniknęły lub zostały zmanipulowane w bazie LIMS pochodzącej z moskiewskiego laboratorium antydopingowego. CAS uznał jednak, że trudno kogoś ukarać, jeśli nie ma na to bezpośrednich dowodów.

Wyrok pozwala, aby na stroju sportowca pojawiła się nazwa państwa, nie reguluje też kolorystyki ubioru. CAS pozwolił zachować Rosjanom resztki godności?

Nie będą mieli flagi ani hymnu. Pamiętajmy, że na igrzyska co do zasady nie będą mogli przyjechać rosyjscy oficjele. Wyrok obejmuje też zakaz starania się o organizacje dużych imprez. Gospodarzy takich zawodów zawsze wybiera się wcześniej, więc kara w praktyce potrwa dłużej niż dwa lata. Możemy dyskutować, czy sankcje powinny być większe, ale decyzja CAS-u mocno uderza w konkretne państwo. Tego jeszcze nigdy nie było.

Co ze sportami zespołowymi? Czy Rosjanie będą mogli wysłać na igrzyska siatkarzy, a piłkarze – jeśli awansują – zagrają na mistrzostwach świata w Katarze?

Reguły są takie same dla wszystkich dyscyplin sportu. Będą mogli wystartować pod neutralną flagą.

WADA ukarała Rosjan za zmanipulowanie danych moskiewskiego laboratorium, a nie za dopingowy przekręt na igrzyskach w Soczi. Dlaczego?

Organizacja w 2014 roku nie miała takich możliwości formalnoprawnych. Skandal zaskoczył cały świat. Dziś, po reformie systemu antydopingowego zaakceptowanej przez wszystkich sygnatariuszy, mamy odpowiednie narzędzia do sankcjonowania. Trzeba też pamiętać, jak duże znaczenie dla dzisiejszej sytuacji miała nasza decyzja z 2018 roku o odwieszeniu Rosyjskiej Agencji Antydopingowej RUSADA. Bez tej decyzji, a była ona przez niektórych mocno krytykowana, wyrok CAS nie byłby możliwy. WADA dostała dostęp do danych laboratorium, dzięki którym za doping ukaraliśmy już ponad 60 sportowców i odkryliśmy manipulacje danymi.

Jak wyglądało postępowanie? Rosjanie faktycznie chcieli grać na uczuciach i podnosili, że za grzechy przeszłości zapłacą niewinni sportowcy?

Ciągle obowiązuje nas klauzula poufności, czekamy na publikację wyroku. Liczymy, że CAS zrobi to w najbliższych dniach i przedstawi pełne uzasadnienie. To 186 stron.

Spodziewa się pan odwołania Rosjan do szwajcarskiego Federalnego Sądu Najwyższego albo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka?

Nie sądzę, patrząc, jak długo trwają takie postępowania.

Wyrok z Lozanny to pana osobisty sukces?

To wielki sukces 140 pracowników agencji oraz zewnętrznych ekspertów. Jestem dumny, że szefuję organizacji, która wygrała najbardziej skomplikowany spór sądowy w dziejach sportu. Aferę jest łatwo nagłośnić, ale trudniej później doprowadzić sprawę do końca. Mieliśmy do czynienia z ogromną liczbą dowodów i informacji, które trzeba było uwiarygodnić przed sądem. To był pojedynek znakomitych prawników, w którym każdy detal mógł podważyć dowód. Odnieśliśmy sukces.

Walka Rosjan o powrót do świata sportu dopiero się zaczyna. Jakiej współpracy się spodziewacie?

To ważna kwestia, która umknęła w medialnym przekazie. Rosjanie, aby wrócić do systemu, muszą spełnić twarde warunki. Tamtejsza agencja ma być niezależna, współpracować z WADA, twardo traktować dopingowiczów i przekazywać nam dane zgodne z rzeczywistością. To wszystko nie będzie łatwe. Przed nimi długa droga, aby wrócić do antydopingowej rodziny. Jesteśmy jednak gotowi do pomocy i współpracy.

Kilka miesięcy temu Rosjanie odwołali z funkcji przewodniczącego RUSADA Jurija Ganusa, którego darzyliście zaufaniem. Jak to rzutuje na perspektywę waszej współpracy?

Zobaczymy, kto go zastąpi. Formalnie władze państwowe mogą zmienić dyrektora agencji. Tak samo jest w Polsce, gdzie kompetencje do wyboru szefa Polskiej Agencji Antydopingowej POLADA ma minister sportu. Nie dostrzegliśmy żadnego naruszenia przepisów przy samym odwołaniu. Procedury zostały zachowane. Nie możemy ich kwestionować, choć odwołanie Ganusa nam się nie spodobało. Ważne, że będziemy mieli swojego eksperta w zarządzie RUSADA. Będziemy rzetelnie analizować i oceniać, czy organizacja faktycznie jest niezależna od państwa.

Pandemia koronawirusa skomplikowała pracę kontrolerów antydopingowych. a w tym roku lekkoatletyczne rekordy bili ludzie, którzy przez wiele miesięcy trenowali odcięci od świata...

To kwestia publicystyczna. Kiedy ktoś pobije rekord świata, zawsze pojawiają się wątpliwości. Z mojego punktu widzenia takie dywagacje są nieeleganckie. Covid-19 ma duży wpływ na cały sport, radzimy sobie jednak dobrze. W listopadzie pobrano 21 tys. próbek – to 80 proc. tego, co w ubiegłym roku. Wracamy do normalności, choć sytuacja jest trudna. Na szczęście dziś już nikt nie ma wątpliwości, że antydoping to nie tylko regularne kontrole, ale także paszporty biologiczne, powtórna analiza próbek czy śledztwa. Oszuści nie mogą czuć się bezpiecznie.

Ostatnio kilku sportowców wpadło na unikaniu kontroli. Przypadek Christiana Colemana pokazuje, że problemem jest też edukacja, bo nie wszyscy rozumieją działanie systemu?

Mówimy o gwiazdach, za którymi stoją sponsorzy oraz sztaby ludzi. To brzmi naiwnie, kiedy sportowiec dba o wizerunek m.in. w social mediach i kilka razy dziennie aktualizuje np. profil na Instagramie, a jednocześnie nie uzupełnia swojego miejsca pobytu w systemie ADAMS.

Co będzie dla WADA największym wyzwaniem w przyszłym roku? Walka o rząd dusz z Amerykanami, którzy chcą być globalnym antydopingowym żandarmem?

Nie ma mowy o żadnej walce ani rządzie dusz. Jeśli ktoś chce funkcjonować w światowym sporcie, to musi zaakceptować, że liderem ruchu antydopingowego jest WADA. Nasza organizacja powstała w 1999 roku w wyniku kompromisu rządów i przedstawicieli ruchu olimpijskiego. Mamy ponad 700 sygnatariuszy – to nie tylko ponad 190 państw, ale także sportowe federacje. Wyrok CAS nas wzmocnił. Ci, którzy próbują podważyć sens istnienia WADA, nie mają żadnych szans.