[b]Rz: Właśnie wchodzi w życie prawo, dzięki któremu łatwiej będzie dostać odszkodowania za przerwy w dostawie prądu. W PRL brak prądu nie był niczym niezwykłym. W telewizji i radiu informowano o stopniach zasilania. Ludzie rozumieli, co to znaczy?[/b]

[b]Jadwiga Emilewicz:[/b] Wiedzieli, że jest coś takiego, jak słynny 20. stopień zasilania, który był szczególnie intensywnie wykorzystywany przez władze w okresie stanu wojennego. Nadanie takiego komunikatu potrafiło przerwać ulubiony serial. Jeśli nie było takiego komunikatu, to zwiastunem zbliżającego się wyłączenia prądu były migające żarówki oznaczające spadek napięcia.

[b]Długo trwały takie przerwy?[/b]

Często od godzin wieczornych do rana następnego dnia.

[b]Co robili ludzie, gdy gasło światło?[/b]

To zbliżało ludzi, a skutkiem tego był skok demograficzny odnotowany w pierwszej połowie lat 80. Ten efekt zaciemnienia nie był raczej zamierzony. Trudno przypuszczać, że Wojciech Jaruzelski chciał, aby gwałtownie rosła mu populacja potencjalnych buntowników.

[b]Skąd więc się brały te przerwy?[/b]

Służyło to zastraszaniu społeczeństwa, zmniejszeniu jego mobilności oraz ograniczeniu działalności opozycyjnej. Pamiętajmy, że podziemne drukarnie potrzebowały prądu, aby móc pracować.

[b]Czy ludzie jakoś się do tej sytuacji przygotowywali?[/b]

W domu musiały być świeczki i zapałki. Wyłączenia prądu nie były dla nikogo zaskakujące, ale też zdawano sobie sprawę, że był to sposób na trzymanie społeczeństwa w szachu i pokazanie mu, kto tu rządzi.