Bo dla rynków prawdziwym wstrząsem byłaby bowiem hipotetyczna dymisja szefa NBP Adama Glapińskiego. A w obozie władzy coraz śmielej stawiane są pytania o jego przyszłość. W tej chwili tylko hipotetyczne, bo związane z taśmą, o której mówi polityczna Warszawa od kilku dni. Na tym tle strategia PiS “okopania się” staje się coraz bardziej ryzykowna. Inny ton w całej sprawie przyjął w ostatnich dniach wicepremier Jarosław Gowin, który jako pierwszy przyznał, że sama nominacja byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego była błędem.

W piątek widać już bardzo wyraźnie, że afera zamiast - jak chciałby tego obóz rządzący - wyciszać się, zmierza być może ku kolejnemu etapowi. Przed rozpoczęciem weekendu nikt już nie jest pewny, jak sprawy potoczą się w ciągu najbliższych kilkunastu godzin. Zwłaszcza wokół NBP. Już w czwartek sam premier Morawiecki przyznał, że to właśnie NBP rekomendowało Grzegorza Kowalczyka do rady nadzorczej GPW

W piątek Glapiński znalazł się w centrum uwagi na własne życzenie - Prof. Chrzanowskiego znam: i z uczelni, i z pracy. Prezentuje najwyższe standardy: profesjonalne, merytoryczne, uczciwości, patriotyzmu - mówił szef NBP na Kongresie 590 w podrzeszowskiej Jasionce. Ta wypowiedź nie tylko stoi w sprzeczności z dotychczasową linią PiS, ale też zwraca jeszcze większą uwagę na potencjalną rolę szefa NBP w całej sprawie. Bo do tej pory politycy PiS odcinali się od Chrzanowskiego, a poza tym podkreślali, że w przeciwieństwie do czasów PO tym razem państwo działało bardzo sprawnie, a prokuratura wszystko szybko wyjaśni.

Ta strategia może się jednak szybko załamać, jeśli pojawią się nowe materiały, których treść nie będzie korzystna dla obecnego szefa NBP. Tego najbardziej obawiają się też politycy PiS, o czym w tym tygodniu pisała “Rzeczpospolita”. Jednak jeszcze w czwartek politycy PiS wskazywali, że cała sprawa to… wymysł opozycji. - Totalna opozycja wymyśliła sobie nowy sposób na próbę puczu i obalenie rządu. To KNF - mówił dla portalu wPolityce.pl w czwartek poseł PiS Janusz Szewczak. PiS absolutnie wyklucza też powołanie komisji śledczej. Apel opozycji o nadzwyczajne posiedzenie Sejmu czy też informacje premiera Morawieckiego w tej sprawie też pozostał bez echa. Jednak w świetle kuluarowych informacji ta strategia jawi się jako coraz bardziej krótkowzroczna.

Inaczej niż PiS od początku afery mówi wicepremier Jarosław Gowin. - Niezależnie od tego, jaka będzie prawna ocena działań byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego, powołując go na to stanowisko popełniliśmy błąd  - powiedział w środę. W piątek Gowin przyznał w rozmowie z portalem money.pl że w sprawie KNF nie może być “świętych krów”.

Pojawienie się kolejnej taśmy będzie oznaczać eskalację kryzysu. Zwłaszcza jeśli się pojawi i do rezygnacji zostanie zmuszony prezes NBP.  Wtedy obóz rządzący będzie musiał wdrożyć nową strategię kryzysową niż tylko porównywanie sytuacji z czasami PO. Bo że mamy do czynienia z kryzysem nikt nie ma już chyba wątpliwości.