Przypomnijmy, że doniesienie do prokuratury o haraczach, jakie mieli wymuszać w Wałbrzychu działacze PO od członków swojej partii, złożył Ireneusz Zarzecki, były prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego. Jak wynika ze sprawozdania finansowego Platformy z lat 2006 - 2010, do którego dotarła „Rz”, mieszkańcy Wałbrzycha na rzecz partii Donalda Tuska przekazali ok. 300 tys. zł.


Okazuje się, że ponad połowę tej kwoty wpłaciło kilkanaście osób pracujących w magistracie lub miejskich spółkach. W ubiegłym roku, gdy odbywały się wybory samorządowe, sześć osób z ratusza lub ściśle z nim powiązanych: prezydent Kruczkowski, jego asystentka, szefowa kancelarii prezydenta, szef biura promocji miasta oraz żona wiceprezydenta Wałbrzycha, wpłaciło na PO ponad 70 tys. zł ze 130 tys. zł, które partii przekazało 111 mieszkańców miasta.

Artur Wylandowski, wówczas szef biura promocji, wpłacił na fundusz Platformy ponad 10 tys. zł.

– Około 2 tys. zł na własną kampanię

– zaznacza. –

Resztę na wsparcie prezydenta Kruczkowskiego, ale sam mu to zaproponowałem.

Asystentka prezydenta Anna Żabska:

– Wpłaciłam 10 tys. zł z własnej woli, z własnych oszczędności i zgodnie z moimi przekonaniami politycznymi –

mówi „Rz". Kruczkowski zaznacza, że wpłat na kampanię dokonywali jako osoby prywatne.

– Wszystko było udokumentowane. Nie ma chyba nic nadzwyczajnego w tym, że wśród najbliższych współpracowników mam przyjaciół i znajomych.

Obsadzanie spółek Skarbu Państwa niekompetentnymi działaczami partyjnymi, tajne knowania na cmentarzach, fałszowanie wyborów czy wreszcie życzliwe wpłaty na rzecz partii rządzącej - czy tak wygląda walka z korupcją w wykonaniu rządu Donalda Tuska? Chcielibyśmy poznać opinię minister Julii Pitery w tej sprawie. Wiemy, wiemy - chcieć to my sobie możemy.