Przypomnijmy - w nocy z niedzieli na poniedziałek pod kołami nieoznakowanego radiowozu zginął w 23-letni kibic Falubazu. W Zielonej Górze wybuchły zamieszki, w których dwie policjantki zostały ranne. Premier w poniedziałek przerwał podróż "Tuskobusem" i na „dywanik” zaprosił przedstawicieli policji.
Jak informuje "Rz":
Dramat w Zielonej Górze zmienił kalendarz kampanii wyborczej. Rajd po województwie lubuskim odwołał premier Donald Tusk.
- Nie ukrywam, że na środę mieliśmy zaplanowaną wizytę w Zielonej Górze, Gorzowie, w innych miastach tego regionu
– przyznawał w Polsat News rzecznik premiera Paweł Graś.
Szefowa regionalnych struktur PO Bożenna Bukiewicz potwierdziła "Rz", że Tusk nie przyjedzie. Dotychczas premier pojawiał się w miejscach tragicznych wydarzeń. Dlaczego teraz może być inaczej?
Jak zauważa dr Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego:
Donald Tusk nie chce podgrzewać nastrojów. Świadczą o tym choćby kierowane do policji sugestie, by nie manifestowała siły.
Alberski zwraca też uwagę, że pojawienie się premiera we wrogim otoczeniu kibiców, i to w ostatnim tygodniu kampanii, mogłoby źle wpłynąć na notowania PO.
Niewykluczone, iż sprowokowałoby to niebezpieczne dla PO kojarzenie premiera ze śmiercią kibica. Tym bardziej że wizyty nie dałoby się wpisać w walkę z kibolami. Zajście nie miało nic wspólnego ze sportem, a stadiony żużlowe to nie areny, gdzie dochodzi do burd
– mówi politolog.
Tym razem nie zawiedli specjaliści od marketingu politycznego. Słusznie doradzili Donaldowi Tuskowi ominięcie Zielonej Góry. Po co psuć wesoły wizerunek szefa rządu jakimiś ekscesami. Sondaż jest najważniejszy.