Reklama

Tomasz Sakiewicz - komu była potrzebna teza o pijanym generale Błasiku?

Naczelny „Gazety Polskiej” pisze o pomyśle obarczenia winą generała Błasika. Sakiewicz uważa, że „była to chłodna kalkulacja rosyjskiego lobby”, której ochoczo przyklasnęły „nienawidzące Lecha Kaczyńskiego media w Polsce”

Publikacja: 17.01.2012 11:26

Tomasz Sakiewicz - komu była potrzebna teza o pijanym generale Błasiku?

Foto: W Sieci Opinii

Na blogu w salonie24.pl Sakiewicz pisze:

Pomysł obarczenia winą generała Błasika był chłodną kalkulacją rosyjskiego lobby. Zachowanie pilotów i samolotu na podstawie dostępnych danych było niewytłumaczalne. Niewytłumaczalne, o ile nie uwzględnić działania osób trzecich. Trzeba więc było stworzyć uzasadnienie dla faktu, że piloci, widząc zbliżającą się ziemię, nie poderwali na czas samolotu.

Jak?

Po pierwsze, należało pokazać, że nie korzystali z właściwego wysokościomierza, a więc byli źle wyszkoleni. Głos osoby, która odczytała właściwą wysokość, musiał więc pochodzić spoza załogi. Wtedy było możliwe, że piloci go nie usłyszeli.

Kto spoza załogi mógł jeszcze prawidłowo odczytać wskaźniki? Praktycznie tylko generał Błasik. To właśnie z tego powodu wybrano go na głównego winnego. Był jedynym na pokładzie, którego można było w to wrobić.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem Błasik jako sprawca miał „dawała jeszcze dodatkowe uzasadnienie tej wersji katastrofy – piloci pogubili się, bo na karku siedział im przełożony”. A jak wiadomo:

Przełożony był protegowanym Lecha Kaczyńskiego, a więc uzasadniało to tezę o pośrednich naciskach prezydenta. To z kolei podobało się nienawidzącym go mediom w Polsce.

Sakiewicz pisze:

Teza misternie utkana, tak misternie, że trudno ten ciąg zdarzeń uznać za przypadek. Komuś po prostu była potrzebna. Kto ją stworzył? Przede wszystkim Rosjanie, ale nie sami. Współpracował z nimi polski akredytowany Edmund Klich.

Czy zatem mogło być inaczej?

Teza rozsypałaby się, gdyby choć jeden z czynników został dokładnie zbadany. Dopilnowano, by tak się nie stało. Nie ma wiarygodnej sekcji zwłok generała Błasika. Brak wiarygodnej sekcji zwłok spowodował możliwość dorzucenia kolejnego faktu – alkoholu we krwi polskiego dowódcy.

Reklama
Reklama

Sakiewicz zauważa:

Kłopoty z odzyskaniem oryginałów czarnych skrzynek powodowały, że odczytywanie głosów z kabiny trwało kilkanaście miesięcy. Trzeba było kilka razy kopiować, sprawdzać warunki przegrywania itd. Niezabezpieczenie terenu katastrofy i wraku przez polskie służby dawało możliwość manipulowania informacją o ułożeniu ciała generała Błasika.

Kłamstwa wrzucano w sposób coraz bardziej bezczelny. Miała być awantura pomiędzy generałem Błasikiem a pilotem. Finansowane pośrednio przez Rosjan media sugerowały, że Błasik wręcz mógł sterować samolotem. Kolejne wymysły upadały. Nie spowodowało to jednak żadnej refleksji i przeprosin. Zresztą kłamstwa były powtarzane bez przerwy, a zaprzeczenia mimochodem.

Jego zdaniem, konkluzja może być tylko jedna:

Większość dowodów na ten temat została po prostu sfałszowana. Obrońcy tego fałszerstwa stoją na najwyższych stanowiskach państwowych, w mediach i prokuraturze. Wcześniej czy później będą musieli za to odpowiedzieć. Kolejne kłamstwa pogrążają ich jeszcze bardziej.

Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Niemcy w sprawie Grenlandii rozgrywają własne interesy kosztem Polski
Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama