Rośnie napięcie. Eskalacja słów, sformułowań. Kaczyński jest zdeterminowany. To on sięgnął pierwszy do tej retoryki, ale znalazł godnego partnera. Media podgrzewają atmosferę. Najbardziej ostre wiecowe teksty Kaczyńskiego nie schodzą z ekranów. Nic dziś nie znaczący Giertych wieści zbliżającą się wojnę domową. Nic dziś nie znaczący Michał Kamiński otrzymuje wspaniałą promocję książki "Koniec PiS-u". Dziennikarze się oblizują. Przybliżają postać drugiego potwora - Anatoniego Macierewicza.

Jankowska pisze, że miała nadzieję na rozsądny głos prezydenta Komorowskiego:

Może to naiwne, ale liczyłam na głos prezydenta Komorowskiego. Można było jeszcze żądania opozycji zneutralizować, Zaniedbania rządu i komisji Millera są faktami. W końcu o potrzebie zweryfikowania dotychczasowych obliczeń dotyczących ostatnich sekund lotu wypowiadały się autorytety naukowe, także w Polsce, prof. Kleberg i inni. To nie są głosy do zlekceważenia.

Według dziennikarki prezydent eskaluje konflikt:

Czekałam na stanowisko prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zajął je w rozmowie z Kamilem Durczokiem. Jednoznaczne, partyjne, wykpił egzotycznych profesorów z Australii, a 30% polskiego społeczeństwa zredukował do dwóch polityków: Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza, przed którymi trzeba bronić rządu. Ani jednego gestu w stronę ludzi, którzy mogą mieć wątpliwości.

Co to znaczy? Eskalację konfliktu. Nasi politycy nie potrafią unieść się ponad osobistymi urazami. Z każdej strony. Zapomnieli o nas, o społeczeństwie, zapomnieli, co to znaczy dobro Polski. Nie widzą, że oni tym zachowaniem edukują młode pokolenie.