Psycholog społeczny w rozmowie, którą publikuje wyborcza.pl, powraca do sobotniego Marszu w obronie wolności mediów i Tv Trwam:
To był rzeczywiście imponujący marsz. W Polsce rzadko się zdarza, żeby zmobilizować aż tak dużą grupę ludzi. Ale wiele wskazuje na to, że tak wielkich demonstracji będzie coraz mniej.
Dlaczego?
Społeczeństwo w szybkim tempie się sekularyzuje, a nie sądzę, by w tej grupie było wielu ludzi, którzy nie chodzą do kościoła. Pokolenie, które niedługo będzie dyktowało warunki życia w Polsce, było słabo reprezentowane, bo ono zrywa związki z Kościołem, wszystko jedno - łagiewnickim czy toruńskim. 40 proc. ludzi od trzydziestki w dół już w ogóle nie chodzi do kościoła, nawet święcić pokarmy w Wielką Sobotę. To ludzie poza siłą oddziaływania Rydzyka. Jego pochód był ogromny, ale bez rezerw. Jednak PiS ma szanse wygrać następne wybory, bo ci młodzi ludzie będą z kolei wyjeżdżać za granicę, przez co straci Platforma.
Kto był zatem na tej największej demonstracji ostatnich lat w Warszawie?
80 proc. Polaków jest coraz bardziej zadowolonych z życia, ale na placu Trzech Krzyży była ta frakcja polska, która jest niezadowolona i nigdy nie zdradzi ojca Rydzyka.
Okazuje się, że zdaniem profesora:
To wciąż konsekwencje transformacji po 1989 r. Ale chodzi wcale nie tylko o kwestie ekonomiczne: ci starsi ludzie czują się nieprzystosowani do nowego systemu wartości. Pokolenie ludzi urodzonych po 1984 r. później wchodzi w związki małżeńskie, później ma dzieci, skupia się na karierze zawodowej. Starszym się to nie podoba, widzą w tym upadek tradycyjnych wartości.