Trybunał nie znika jednak ze szpalat. W "Dzienniku Gazecie Prawnej" śmiały oraz intelektualnie ożywczy tekst pod znamiennym tytułem: "Zamach na trybunał? Nie raczej zamach trybunału".
Dr Jarosław Sczepański, prawnik i politolog z Uniwersytetu Warszawskiego na pytanie Anny Wittenberg: "Więc mamy zamach na demokrację czy nie?" mówi: - "Tak, ale w sensie, o którym rozmawiamy, to ten zamach trwa od 1997 r. Przez nieprecyzyjną konstytucję, tam gdzie ona powinna być precyzyjna. Zamach na konstytucję zaczął się od momentu wydana pierwszego wyroku TK w nowej rzeczywistości prawnej".
I dodajmy jeszcze jedno zdanie z wywiadu, gdyż wypowiedź może się komuś wydać rewolucyjna, a taką nie jest: - Sędziowie TK powinni orzekać, czy przepis jest w całości niezgodny z konstytucją, czy zgodny. I tyle. Pod żadnym pozorem nie powinni interpretować przepisów. A właśnie taki przywilej sobie zawłaszczyli.
Od siebie dodam, że pół wieku temu wybitny prawnik prof. Andrzej Stelmachowski napisał (luźny cytat z głowy), że kto ma prawo ostatecznej wykładni prawa, ten staje się prawodawcą.
"Gazeta Wyborcza" opisuje na pierwszej stronie projekt ustawy antyterrorystycznej szykowanej przed lipcowymi Światowymi Dniami Młodzieży i szczytem NATO. Gazeta przyznaje, że w ostatecznej wersji doprecyzowano nieostre sformułowania, zwiększono też ochronę obywateli, wprowadzając kontrolę sądu nad niektórymi działaniami służb specjalnych ("Państwo chroni i prześwietla. Ustawa antyterrorystyczna gotowa").
W "Rzeczpospolitej" nieco lepsze wiadomości, jeśli tak można powiedzieć, dla kierowców. Ponad 32 tys. praw jazdy zatrzymała policja za przekroczenie prędkości o co najmniej 50 km/h w terenie zabudowanym w ciągu 11 miesięcy obowiązywania nowych rygorów. Jak Polacy, poza zdejmowaniem nogi z gazu, ratują się przed nimi? Oczywiście znaleźli sposób: wystarczy nie mieć przy sobie prawa jazdy.
Ale po szczegóły zapraszam do tekstu, nie będę namawiał do naciągania prawa. Ciekawe jak resort sobie z tym poradzi?