Aresztowano go, gdy jeden z robotników zakładów ARI Armaturen w pobliżu Bielefeld (w Północnej Nadrenii-Westfalii) zauważył dziwny proszek na swoich kanapkach, które wziął na drugie śniadanie. Powiedział o tym przełożonym, a ci sprawdzili nagrania zakładowych kamer.
Zauważono na nich mężczyznę, który otwiera cudze pudełko śniadaniowe i coś tam sypie. - Początkowo myśleliśmy, że to był głupi dowcip, a nie próba zabójstwa – powiedział jeden z zaskoczonych menedżerów firmy. Ale skrupulatni Niemcy wysłali dziwny proszek do laboratorium i okazało się, że to octan ołowiu – substancja bez smaku, ale za to bardzo trująca.