21-letni Ricardo Flores i jego 43-letni wujek Alberto Flores zostali zatrzymani przez policję w małym miasteczku Acatlan, w centrum Meksyku, "za zakłócanie pokoju".

Gdy mężczyźni trafili na posterunek policji, w mieście zaczęły szerzyć się pogłoski mówiące o tym, że to porywacze dzieci zamieszani w handel ludzkimi organami.

"W ciągu ostatnich kilku dni dzieci w wieku czterech, ośmiu i czternastu lat zniknęły, a niektóre z nich zostały znalezione martwe ze śladami świadczącymi o tym, że ich organy zostały usunięte" - przekazywano w wiadomości w komunikatorze WhatsApp. "Ich brzuchy zostały rozcięte i były puste. Uwierzcie mi, porywacze są teraz tutaj" - przekazano w kolejnej.

Pod posterunkiem zebrał się tłum mieszkańców miasteczka. Policja przekonywała ludzi, że zatrzymani to drobni przestępcy, jednak to nie przekonało protestujących. Przez megafon nawoływano, by pod komisariat przyprowadzić benzynę.

Na opublikowanym w internecie nagraniu widać, jak tłum siłą wyciąga mężczyzn z celi, a następnie brutalnie ich bije. Przed komisariatem obu mężczyzn oblano benzyną i podpalono. W tłumie było wiele osób, które na żywo transmitowały całe nagranie na Facebooku.

Pod jednym z nagrań pojawił się komentarz matki 21-latka. "Proszę, nie rańcie ich. Nie zabijajcie ich. Oni nie są porywaczami dzieci".

Po zdarzeniu na miejsce wezwano babcię młodszego z mężczyzn. Kobieta zidentyfikowała ciała obu zabitych. 

O zabójstwo dwóch mężczyzn oskarżono cztery osoby. O podżeganie do morderstwa oskarżono kolejnych pięć osób.

Lokalna gubernator Martha Erika Alonso powiedziała, że miejscowa policja nie była w stanie chronić mężczyzn. - Zdecydowanie potępiam ten lincz. Niedopuszczalne jest wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę - skomentowała.