Reklama

Przez błąd proceduralny sąd uchylił wyrok ws. mordercy jeży

24-letni Przemysław P. został skazany na 1,5 roku więzienia za uśmiercenie 12 jeży. Mężczyzna spalił zwierzęta żywcem, a niektóre zabił butelką. Przez błąd proceduralny wyrok skazujący został jednak uchylony, a cały proces ruszy od nowa - informuje Onet.

Aktualizacja: 28.10.2019 10:53 Publikacja: 28.10.2019 10:46

Przez błąd proceduralny sąd uchylił wyrok ws. mordercy jeży

Foto: AdobeStock

adm

Jak informuje Onet, w lipcu 2018 roku, w pobliżu sklepu przy ulicy Anny Jagiellonki, znaleziono podpalonego jeża. Zwierzę jeszcze żyło i weterynarzom udało się je uratować. Kolejne znajdowane w Zielonej Górze zwierzęta nie miały jednak tyle szczęścia. 12 z nich zostało podpalonych lub zatłuczonych butelką. Jak ustaliła policja, za wszystkim stał 23-letni wówczas Przemysław P., którego udało się zatrzymać po niecałym miesiącu.

- Mężczyzna przyznał, że pomieszkując w altance działkowej na ul. Zamoyskiego, dokarmiał jeże, kupując specjalnie karmę dla kotów. Potem jednego dnia zabił je butelką. Nie wie skąd pomysł podpalania bezbronnych zwierząt - powiedziała podinsp. Małgorzata Barska z zielonogórskiej policji.

Mężczyzna w pierwszej instancji został skazany na półtora roku więzienia oraz wpłacenie 5 tysięcy złotych nawiązki na działalność Biura Ochrony Zwierząt. Prokurator i obrońcy zwierząt domagali się jednak wyższego wyroku i złożyli apelację. Oskarżyciel posiłkowy w tej sprawie, Fundacja Primum, chciała dla mężczyzny pięciu lat więzienia, a prokuratura - dwóch.

Choć w piątek w Sądzie Okręgowym w Zielonej Górze odbyła się rozprawa odwoławcza, sędzia nie odniósł się do złożonych apelacji i uchylił wyrok w tej sprawie. Jak się okazało, wszystko przez błąd proceduralny popełniony przez sąd pierwszej instancji. Polegał on na tym, że obrońca przyznany Przemysławowi P. z urzędu został zwolniony po tym, jak okazało się, że mężczyzna jest poczytalny i może bronić się sam. Zwolnienie obrońcy nie przebiegło jednak tak, jak powinno, czyli w sposób dwuetapowy.

- Wracamy do punktu wyjścia. Dzięki współpracy policji i lokalnej społeczności, w krótkim czasie udało się ustalić sprawcę. To wszystko zostało zaprzepaszczone, kiedy sprawa trafiła do sądu - powiedziała w rozmowie z Onetem Małgorzata Jaworska-Szwed z fundacji Primum.

Reklama
Reklama

Jak podkreśliła, w najlepszym wypadku wyrok zapadnie w 2020 roku. - Chcieliśmy szybko doprowadzić sprawę do końca. Teraz musimy walczyć od nowa - dodała Jaworska-Szwed.

Przestępczość
Jacek Tomaszewski: Narkotyki Maduro miały zniszczyć Amerykę
Przestępczość
Nicolás Maduro i Cilia Flores doprowadzeni do sądu. Co się tam wydarzy?
Przestępczość
Brigitte Macron kontra hejterzy. Sąd w Paryżu wydał wyrok
Przestępczość
Berlin. Po pożarze dziesiątki tysięcy mieszkań bez prądu. Do podpalenia przyznała się Vulkangruppe
Przestępczość
Tajemniczy ładunek rosyjskiego statku, który zatonął. Co przewoził Ursa Major?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama