Reklama

Gaśnie czar tanich, polskich win owocowych

W produkcji krajowych win zachodzi pokoleniowa zmiana. Niknie półka tych najtańszych, a te najlepsze i drogie potrzebują zmiany prawa, by się rozwijać.

Aktualizacja: 23.07.2018 06:43 Publikacja: 22.07.2018 21:00

Gaśnie czar tanich, polskich win owocowych

Foto: 123RF

Ważna zmiana pokoleniowa zachodzi właśnie w polskiej produkcji alkoholu. W ciągu ostatnich 15 lat produkcja win owocowych spadła o ponad połowę.

Gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, na rynek trafiło 170 mln litrów wina owocowego, a w ubiegłym roku już tylko 77,8 mln. Wszystko przez zmianę gustów – pomału odchodzi pokolenie, które było skłonne je kupować. A te świetnej jakości, z krajowych owoców, walczą o zainteresowanie klientów z winami gronowymi z Francji czy Włoch i potrzebują nowych regulacji prawnych.

Brakuje definicji

Jako potężny producent owoców Polska mogłaby być potentatem produkcji także wina owocowego. Jednak branżę czeka jeszcze długa droga. W rozwoju przeszkadzają nie tylko uprzedzenia klientów do nie najlepszej do niedawna renomy takiego trunku. Brakuje także definicji wina owocowego wspólnej dla całej Unii Europejskiej. Branża wystąpiła właśnie w tej sprawie o wsparcie do resortu finansów.

– Wyszliśmy z założenia, że to dobry moment, aby zawalczyć o wino owocowe – mówi „Rzeczpospolitej" Magdalena Zielińska, prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. Związek poprosił Ministerstwo Finansów o wystąpienie do Brukseli z wnioskiem o włączenie definicji wina owocowego do właśnie zmienianej dyrektywy 92/83/EWG w sprawie harmonizacji struktury podatków akcyzowych od alkoholu i napojów alkoholowych.

Reklama
Reklama

Zielińska podkreśla, że wina owocowe to ponad połowa polskiej produkcji winiarskiej, 77,8 mln litrów na 120 mln całej produkcji wina w kraju. – Wielkość ta z roku na rok maleje, a producenci podkreślają, że aktualna sytuacja, brak jednolitej unijnej definicji, stwarza niekorzystne warunki do rozwoju oferty – mówi.

Konkurencja nie śpi

W czym problem? Na razie każdy kraj sam definiuje, co jest dla niego „cydrem" czy „winem owocowym". Problemy pojawiają się wraz z towarami swobodnie krążącymi po wspólnym europejskim rynku. Na przykład producenci cydru skarżą się, że niesprawiedliwą konkurencję, zwłaszcza cenową, tworzy im piwo z dodatkiem soku jabłkowego, udające cydr, a korzystające z niemal o połowę niższej akcyzy. – Ustalmy wreszcie, co jest winem owocowym, a co cydrem – mówi Grzegorz Bartol, prezes Bartexu. – Promując polskie jabłka, powinniśmy ustalić spójną definicję w całej UE, by nie rodziły się niepotrzebne przewagi konkurencyjne. Póki co, wykorzystując koncernowe koneksje, wprowadza się w jednym państwie takie uregulowania prawne, gdzie piwo może udawać cydr – mówi producent.

Nieprzewidywalny bywa też wymiar akcyzy. – Można wyprodukować wino owocowe zgodnie z ustawą winiarską, po czym może się okazać, że dla celów celno-skarbowych zostanie ono uznane za wyrób spirytusowy – mówi Zielińska.

Szansa dla producentów leży tylko w produkcji win dobrej jakości. Na te najtańsze, które zepsuły imię całej kategorii, skokowo spada zapotrzebowanie. – Moim zdaniem sprzedaż w tym segmencie spada, bo dostępne są inne niedrogie alkohole, jak wódka czy wino, a tanie wina owocowe to oferta dla osób, które kierują się wyłącznie ceną – mówi Krzysztof Beling, dyrektor marketingu w spółce Warwin. – Klienci tanich win mieszkają głównie na ścianie wschodniej, w Małopolsce czy regionie łódzkim, a dystrybutorzy sprzedają je w małych miejscowościach – mówi.

Starsi z sentymentu, młodsi z mody

Wina owocowe zmieniają ofertę, ale próbują wychować sobie nowych klientów. Ci są potrzebni, bo średnia cena polskich win owocowych w sklepach zaczyna się od 25 zł. Cena jest też uznawana za główną barierę rozwoju. – W kontekście świetnych win gronowych, które można kupić od 20 zł, zakładamy, że wina premium zdobędą jednak niewielki udział w rynku – mówi Krzysztof Beling, dyrektor Warwinu. Podobne obserwacje ma Bartosz Mazurczak,właściciel poznańskiego sklepu z alkoholami regionalnymi RegioAlko. – Wino owocowe od małego producenta jest stosunkowo drogie, bo cena zaczyna się od 20 zł w górę. Ale mamy wina od 40 zł, z certyfikatami bio. Takie ceny są trudne do zaakceptowania dla klientów, pytają, jakim cudem wino z czarnej porzeczki kosztuje 25 zł, a obok w sklepie wino francuskie kosztuje 20 zł – mówi Mazurczak. Widzi jednak rosnące zainteresowanie, a ludzie patrzą na wina owocowe jak na produkty regionalne. Jego zdaniem wina owocowe kupują dwie grupy klientów. Pierwsza to pokolenie ok. 40–60 lat, które kupuje z sentymentu i chce wracać do smaków zapamiętanych z domu. Druga kategoria jest po 30 r.ż. – dla tych osób liczy się właśnie żywność dobrej jakości, doceniają one produkty miejscowe, szukają nowości na targach regionalnych. Bazą dla win owocowych są zwykle jabłka, dlatego branża podkreśla, że w Polsce są świetne warunki do produkcji tego rodzaju alkoholu. Wina powstają z zagęszczonego soku owocowego lub świeżych owoców. Wielu producentów łączy produkcję win owocowych i cydru.

Przemysł spożywczy
Prawie wszyscy Polacy jedzą pączki w tłusty czwartek. Nadwyżki lądują w koszu
Przemysł spożywczy
PepsiCo obniży ceny przekąsek. Dla konsumentów było za drogo
Przemysł spożywczy
Coraz większy kryzys na rynku mleka. Rolnicy chcą interwencji Brukseli
Przemysł spożywczy
Tysiące butelek Palikota na sprzedaż. Prokuratura: Janusz P. ma już 9 zarzutów
Przemysł spożywczy
Morze niesprzedanego alkoholu. Trunki premium tracą klientelę i tanieją
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama