Chodzi o zdarzenie z 3 września na ul. Niegowskiej w Gdańsku. Według prokuratury, kierowca ciężarówki wjechał na torowisko w momencie, gdy zapory zaczęły się opuszczać. Chwilę później w naczepę jego pojazdu uderzył pociąg.

Kierowca nie przyznał się do winy

W piątek prokurator Wioleta Noch z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformowała PAP, że kierowca usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym (art. 174 § 2 kk). Obywatelowi Bośni i Hercegowiny grozi za to do 3 lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia.

Jak przekazała prokurator, po zakończeniu czynności procesowych wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym.

Do wypadku doszło w czwartek przed godz. 14., gdy 42-latek prowadząc ciągnik siodłowy z naczepą wjechał na przejazd kolejowy przy ulicy Niegowskiej w momencie opuszczania się rogatek. Z opublikowanego na portalu X nagrania wynika jednak, że kierowca wjechał na przejazd zanim rogatki zaczęły się opuszczać, choć prawdopodobnie odezwał się sygnał dźwiękowy zapowiadający ich opuszczenie. Kilkanaście sekund wcześniej zapory zostały podniesione po przejeździe innego składu. Wówczas dwa samochody ze strony przeciwnej do ciężarówki zdążyły przejechać tory. Ciężarówka zaś utknęła między rogatkami. Kierowca próbował wydostać się z torowiska i wycofać się przed rogatki, ale były one już opuszczone. Wyłamał jedną z nich. Wówczas świadkowie zdarzenia zasygnalizowali kierowcy, aby wyłamał rogatkę z przodu jednak kierowca zrobił to zbyt późno. Wyłamanie rogatki to legalny sposób na ratowanie życia jako dobra wyższego niż zniszczenie mienia. Natomiast kierowca jest w takiej sytuacji karany mandatem za wjazd na przejazd kolejowy.  

Obywatelowi Bośni nie udało się opuścić torów. Na nagraniu widać, jak pociąg relacji Gdynia Główna – Zielona Góra, którym podróżowało około 250-300 pasażerów, z dużą prędkością wjeżdża w naczepę ciężarówki. Na szczęście kabina kierowcy znajdowała się poza torami, więc Bośniak nie ucierpiał. Poważnych obrażeń nie odniósł też maszynista i pasażerowie pociągu.

Mimo to kierowcę pojazdu i maszynistę pociągu przetransportowano do szpitala w celu pobrania krwi. Obaj  byli trzeźwi. Po przejściu badań lekarskich maszynista został zwolniony do domu. 

Paraliż na trasie Tczew – Gdańsk. PKP PLK chce, żeby kierowca z Bośni pokrył straty

Wypadek doprowadził do paraliżu ruchu na linii kolejowej łączącej Tczew z Gdańskiem, będącej częścią magistral Warszawa - Trójmiasto oraz Poznań - Bydgoszcz - Trójmiasto. Uszkodzeniu uległ tor nr 1.

W piątek Przemysław Zieliński z zespołu prasowego PKP PLK poinformował, że część pociągów skierowano trasą zmienioną przez stację Gdańsk Olszynka. Dopiero w czwartek przed północą, po naprawie uszkodzonej infrastruktury kolejowej, przywrócona została rozkładowa organizacja jazdy pociągów.

Podał, że w efekcie zdarzenia opóźnionych zostało 279 pociągów na łącznie ponad 17,5 tys. minut. Na części trasy odwołano 30 pociągów, a 45 skierowano na trasę zmienioną.

Przemysław Zieliński  wskazał, że uszkodzone zostały lokomotywa oraz infrastruktura kolejowa. Dodał, że koszty naprawy obu torów, ogrodzenia dojścia do peronów sąsiedniego przystanku oraz uszkodzonych urządzeń przejazdowych szacowane są na ok. 140 tys. zł. Podkreślił, że PKP PLK będzie dochodzić zwrotu tych kosztów od sprawcy zdarzenia na drodze sądowej.

Czytaj więcej

Utknęła na przejeździe kolejowym. Policjanci wyłamali rogatki

Wiceminister Malepszak: „Brak słów na skrajną bezmyślność”

Do sprawy odniósł się w czwartek na platformie X wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak. „Kolejny z prawem jazdy za czapkę gruszek kierowca TIRa zlekceważył sygnalizację informującą o zbliżeniu się pociągu i spanikował zatrzymując się przed rogatką na przejeździe kolejowym. Brak słów na skrajną bezmyślność w tym przypadku” – napisał wiceminister, dodając, że na szczęście obyło się bez ofiar.

Zieliński z PKP PLK zaapelował w piątek, by w podobnych sytuacjach wyłamać rogatkę i opuścić przejazd. „Rogatka nie jest barierą, za którą należy czekać na zderzenie” - zaznaczył.

Podkreślił, że pociąg waży setki ton i nigdy nie zatrzyma się w miejscu. Natomiast kierowca, który pozostaje na torach, naraża na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale również załogę pociągu i wszystkich podróżnych.

W piątek na tym samym przejeździe przy ul. Niegowskiej doszło do kolejnego groźnego incydentu. Jak poinformowały PKP PLK, kierująca samochodem osobowym wjechała na torowisko przy opuszczających się rogatkach i utknęła między szlabanami. Do zderzenia nie doszło dzięki pomocy świadków, którzy wyłamali rogatkę. 

 

Czytaj więcej

Fotoradary staną na przejazdach kolejowych