W radiu TOK FM Bodnar wskazał, że do korytarza widocznego na nagraniu prowadzą jeszcze inne drzwi, z drugiej strony, nie wiadomo, czy ktoś przez nie wchodził, czy nie.
Zapis monitoringu sprzed celi Dawida Kosteckiego, który 2 sierpnia miał popełnić samobójstwo w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce, Służba Więzienna opublikowała wczoraj. Była to reakcja na słowa RPO Adama Bodnara, który poinformował, że "nie można sprawdzić zapisów z monitoringu, bo na korytarzu, który prowadzi do celi, było wyłączone światło".
- To, co jest najważniejsze i nas najbardziej zdziwiło, to to, że nie można sprawdzić zapisów z monitoringu. Na korytarzu, który prowadzi do celi, było wyłączone światło. Monitoring korytarza był, ale światło wyłączono przez znaczącą większość czasu, od godziny mniej więcej 22 do 5 nad ranem - mówił RPO na antenie TVN24.
Po tych słowach adwokat Roman Giertych, który jest pełnomocnikiem rodziny zmarłego boksera, zapowiedział przygotowanie "bardzo szerokiego" zawiadomienia o niedopełnieniu obowiązków i fałszowaniu dowodów w sprawie śmierci Kosteckiego.
Służba Więzienna poinformowała, że wbrew twierdzeniom RPO nagranie przekazane prokuraturze umożliwia precyzyjne wskazanie czasu kontroli celi, w której przebywał Kostecki. Daje też możliwość określenia, czy cela była otwierana i czy ktokolwiek do niej wchodził lub z niej wychodził. Zabezpieczono zapis z nocy z 1 na 2 sierpnia, między godzinami od 19 do 9 rano.
Dwa fragmenty video (z godz. 22:17 i 4:28) Ministerstwo Sprawiedliwości przesłało wczoraj do mediów. Na jednym widać przechodzącego korytarzem strażnika.
W TOK FM dr Adam Bodnar, który zajął się sprawą śmierci Kosteckiego, powiedział, że po analizie całego nagrania, czyli od 19. do 9. rano, nadal jest sporo wątpliwości.
- Nie widać, co się działo. Tam jest taka sytuacja, że przy wyłączonym świetle wchodzi się w czarną dziurę. Nie widać, co się dzieje na całym korytarzu - mówił Bodnar. - Do tego korytarza prowadzą drugie drzwi, z drugiej strony, nie wiemy, czy ktoś przez nie wchodził, czy nie - dodał.
Mówił też o innych okolicznościach potęgujących wątpliwości:
- Nie mamy odpowiedzi na nasze zapytania od prokuratury. Nie mogliśmy porozmawiać z oddziałowym i wychowawcą, bo od śmierci Kosteckiego są na zwolnieniach lekarskich. Zbieramy te materiały - powiedział Bodnar.
Rzecznik podkreślił, że to na państwie spoczywa obowiązek bardzo dokładnego sprawdzenia okoliczności śmierci człowieka, który przebywał w areszcie.
- Spójrzmy, co się dzieje w sprawie śmieci Epsteina w USA. To był miliarder, człowiek bardzo wpływowy. Tam w sprawę angażuje się FBI, jest specjalny prokurator, bo wszyscy wiedzą, że nie może się w tej sprawie pojawić nawet cień wątpliwości - wskazywał dr Adam Bodnar.