Polski kierowca, namierzony przez radar na przykład we Włoszech czy na Słowacji, ma dziś duże szanse na uniknięcie kary. Policje tych państw niezbyt często zwracają się do polskich kolegów o ustalenie adresu sprawcy. Efekt? Kierowca często może liczyć na umorzenie sprawy.
Wkrótce jednak się to zmieni. 7 listopada tego roku wejdzie w życie znowelizowany kodeks drogowy, którego poprawkę wymusza unijna dyrektywa. Zobowiązuje ona państwa członkowskie do utworzenia krajowych punktów kontaktowych, które będą udzielały informacji o właścicielu auta namierzonego przez fotoradar.
– Do tej pory jedne państwa wskazywały dane swoich obywateli, inne nie – tłumaczy „Rz" Marian Skubiszewski z radomskiej drogówki. – Można było liczyć na ucieczkę przed mandatem ze Słowacji, ale już Niemcy upominały się o dane do skutku. Kiedy pojawi się wzajemny obowiązek, nie będzie wyjścia – tłumaczy.
380 stacjonarnych fotoradarów pilnuje dziś dróg całej Polski
Jak zadziała system? – Wystarczy, że policja z któregoś państwa UE wystąpi o dane polskiego kierowcy, który np. przekroczył prędkość. Kiedy je otrzyma, wyśle wezwanie do wskazania kierowcy. Jeśli nie otrzyma odpowiedzi, ukarze mandatem właściciela – mówi „Rz" Mariusz Wasiak z Komendy Głównej Policji. Jeśli kierowca nie zapłaci, zagraniczny sąd orzeknie grzywnę, a tę ściągnie polski komornik.
O jakie wykroczenia chodzi? Przede wszystkim o przekroczenie prędkości, jazdę bez zapiętych pasów, rozmowę przez telefon bez zestawu głośnomówiącego.
W Niemczech najmniejszy mandat za przekroczenie prędkości wynosi 15 euro, najwyższy 680 euro. Przejazd na czerwonym świetle to od 90 euro do 200 euro, a brak zapiętych pasów – 30 euro. Wyższe mandaty są np. w Szwecji czy w Austrii.
Nowe przepisy to nie tylko kłopot polskich kierowców, ale także... korzyść dla budżetu. Ministerstwo Transportu szacuje, że w latach 2014 – 2016 polskie stacjonarne fotoradary zrobią obcokrajowcom 17,5 tys. zdjęć. Jeśli średni mandat wyniesie 300 zł, to w tym czasie wpłynie z zagranicznych mandatów ponad 23 mln zł.
Skuteczniejsze ściganie za granicą to kolejna zła informacja dla kierowców. W ostatnich tygodniach falę protestów wywołały plany zamontowania na polskich drogach 300 dodatkowych urządzeń, które mają przynieść budżetowi półtora miliarda złotych. Coraz bardziej realna staje się też podwyżka wysokości mandatów.