Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich, pisze do przewodniczącego Komisji Ustawodawczej Senatu RP z prośbą o przygotowanie projektu noweli, która bardzo ułatwi życie kierowcom. Upomina się też o publikację wyroku TK w sprawie podwójnego karania kierowców. Sprawa jest poważna, bo tylko od maja 2015 r. do końca września 2016 r. drogówka odebrała kierowcom 47 tys. dokumentów. Śląska policja dziennie zatrzymuje ponad 100 dokumentów.
– Nie ma usprawiedliwienia dla brawury na drodze – twierdzą policjanci.
Trybunał, choć przyznał jej rację, przewidział jednak wyjątek. W wyroku z października 2016 r. uznał, że karanie podwójnie – karnie i administracyjnie – za ten sam czyn, tj. przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h na obszarze zabudowanym, nie narusza konstytucji. Zakwestionował jednak fakt, że autorzy nie przewidzieli sytuacji usprawiedliwiających zbyt szybką jazdę w stanie wyższej konieczności. Chodzi o sytuacje, kiedy kierowca np. jedzie zbyt szybko, bo wiezie do szpitala rodzącą albo ojca z zawałem serca. Rzecz dotyczy nie tylko kierowców karetek pogotowia czy samochodów strażackich, ale i prywatnych.
Trybunał kazał ustawodawcy przygotować przepisy, które wprowadzą procedurę odwoławczą, aby zapewnić możliwość wszechstronnego rozpatrzenia sprawy z uwzględnieniem wszystkich okoliczności. Chodzi też o te, które przemawiają za odstąpieniem od wymierzenia sankcji. W ocenie TK dziś samorządowe kolegium odwoławcze czy też sąd administracyjny mogą sprawdzić decyzję pod względem legalności.
– Mamy sygnały z kraju, że kierowcy nie wiedzą, jak się bronić w takiej sytuacji. Urzędnicy nie chcą z nimi rozmawiać o powodach przekroczenia prędkości – mówi Wojciech Poręba z dolnośląskiego stowarzyszenia kierowców. – Z jednej strony powszechnie więc wiadomo, że brak uregulowań dotyczących stanu wyższej konieczności jest niezgodny z konstytucją, a z drugiej urzędnicy odsyłają kierowców z kwitkiem, bo wyrok Trybunału nie został opublikowany.