Przekonał się o tym Wiesław K. z Białej Podlaskiej. Gdy w 2012 r. wystąpił do urzędu pracy o dotację na założenie firmy, dostał na ten cel blisko 20 tys. zł. Za te pieniądze kupił krzesła i sprzęt do kuchni w domu weselnym, który zamierzał otworzyć pod miastem.
Gorzej było z pozyskaniem klientów w działalności przez rok od założenia firmy. Wymóg prowadzenia firmy przez 12 miesięcy od wypłaty dotacji wynika z art. 46 ust. 3 ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. W myśl tego przepisu osoba, która prowadziła taką działalność krócej, musi zwrócić całość dofinansowania otrzymanego z powiatowego urzędu pracy.
Gdy po upływie roku od wypłaty dotacji powiatowy urząd pracy skontrolował zeznania podatkowe przedsiębiorcy, okazało się, że w dwóch kolejnych zeznaniach podatkowych dotyczących okresu prowadzenia dotowanej działalności wykazał przychód z domu weselnego w wysokości tylko 5 tys. zł. W ostatnich kilku miesiącach prowadzenia biznesu przychody z tego tytułu były zerowe.
Kontrolerka z pośredniaka uznała więc, że przedsiębiorca nie spełnił warunku prowadzenia działalności przez 12 miesięcy, i zażądała zwrotu publicznych pieniędzy. Sprawa została rozpatrzona w postępowaniu nakazowym i zanim Wiesław K. się zorientował, miał już na karku komornika, który zaczął ściągać należności z jego konta.
– Przepis nic nie mówi o tym, że trzeba osiągać konkretne przychody z działalności po tym, jak się dostało dotację – denerwuje się Wiesław K. – A przez cały wymagany okres płaciłem składki na ZUS i podatki. Nie miałem żadnego wpływu na to, że nie udało mi się ściągnąć żadnych klientów, którzy mogliby wygenerować wymagany przez urząd pracy przychód.