Dorn nie chciał komentować porannych słów wicepremiera Jarosława Gowina, który w Raidu Zet powiedział, że "gdy był ministrem sprawiedliwości to czasami nie starczało mu do końca miesiąca", choć ocenił, że szef Porozumienia "jest słusznie obiektem szyderstw".
Przeczytaj » Jarosław Gowin narzekał na niskie zarobi. Później przepraszał
- Jest problem, który mniej dotyczy ministrów, premiera itd., ale który jest realnym problemem państwa polskiego - to są bardzo niskie, jak na nie średnią krajową, tylko jak na alternatywne źródła zarobków ludzi wysoko wykwalifikowanych - bardzo niskie w porównaniu z rynkiem, ale także w porównaniu z administracją, zarobki podsekretarzy stanu, wojewodów i wicewojewodów - zwrócił uwagę Dorn.
Zobacz » "Solidarni z Gowinem". Politycy drwią z wicepremiera
Dodał, że gdy szefował MSW w latach 2005-2007 "byli tacy wiceministrowie, którzy zarabiali mniej niż wicedyrektor departamentu".
- Przyszedł do mnie wiceminister, który przedtem był dyrektorem departamentu i doktorem nauk technicznych. Jak był dyrektorem departamentu, to mógł dorabiać wykładami na uczelni. Jak został podsekretarzem stanu, już nie mógł, bo może tylko doktor habilitowany. I powiedział: "panie ministrze, bardzo miło mi jest być u pana wiceministrem, ale doszły mi różne zobowiązania, wydatki rodzinne, ja straciłem trzy tysiące, budżet mi się nie dopina". Więc ja dałem - mówię wprost - zgodnie z prawem, ale dałem jego żonie synekurę, bo nie chciałem tracić człowieka. Bo mi powiedział "no muszę, muszę zrezygnować" - opowiadał Dorn.