Lider Kukiz'15 powtórzył, że chciałby być "języczkiem u wagi" po kolejnych wyborach. - Można to też nazwać takim Dawidowym zwycięstwem nad Goliatem - mówił.
- Wtedy pojawiłaby się szansa na to, by w zamian za pomoc w stworzeniu rządu, otrzymać nie spółki Skarbu Państwa, nie Orleny, nie ministerstwa, nie synekury, ale zażądalibyśmy przede wszystkim zmiany ordynacji wyborczej na przynajmniej mieszany model, a najlepiej na model większościowy, obligatoryjności referendów, zmiany ustawy o referendach, kwoty wolnej od podatku w wysokości 30 tys. zł, czyli takiej kwoty wolnej od podatku, jaka przysługuje wybrańcom narodu, czyli parlamentarzystom, zmniejszenia podatku PIT dla mikroprzedsiębiorców do 9 procent - wyjaśniał Kukiz.
- I wtedy proszę bardzo. Jeżeli w ciągu pół roku spełnicie te postulaty, to rządzicie dalej. Jeżeli nie, wychodzimy z tej koalicji i - proszę bardzo - piszcie sobie nowe wybory. Tyle. Więc jest to pewnego rodzaju szansa - ocenił lider Kukiz'15.
Rozmówca Programu Trzeciego Polskiego Radia zaznaczył, że jest też "druga szansa na zmianę tego ustroju, tego bandyckiego, łupieżczego systemu". - To jest jakiś nagły cud boży i nagłe oświecenie obywateli, żeby zdali sobie sprawę, jak są po prostu maltretowani przez tę władzę od praktycznie 1989 roku. Chociaż nie - w 1989 jeszcze było OK, bo wtedy - proszę sobie przypomnieć - była ustawa Wilczka, ustawa deregulująca, mieliśmy za tamtych czasów największy wzrost PKB, dlatego, że dano wolność gospodarczą - stwierdził Paweł Kukiz.